Karaibska Miłość rozdział 13

Witam serdecznie! Chciałabym przeprosić za moją długą nie obecność ale jak Wam pisałam nauka i jeszcze raz nauka :/ Napisałam rozdział 13 ponoć jest to pechowa liczba, ale okaże się czy spodoba się Wam ten rozdział czy nie ;)  Dziękuję za Wasze komentarze bo na prawdę bardzo wiele dla mnie znaczą. Zapraszam do czytania ;)

Jenelle przebudziła się gdy tylko usłyszała skrzeczący śpiew jakiegoś ptaka. Zerknęła na miejsce gdzie powinien spać Dave jednak nie było go przy niej. Pewnie obudził się wcześniej- pomyślała. Zaczęła sięgać pamięcią do wczorajszej nocy i poczuła przyjemne ukłucie w brzuchu. Znowu zaczęła wszystko przeżywać od nowa, jednak zdała sobie sprawę że są ważniejsze rzeczy do roboty niż wyobrażanie sobie czegoś co już było. Dziewczyna wstała i zerknęła na swoją sukienkę była cała od piachu, zapomniała, że ma na sobie cały czas tą samą zieloną w której ostatni raz widział ją jej ojciec Daniel i Diana. Poczuła lekką tęsknotę za domem, lecz co niby miała tam robić? Wyjść za mąż za kogoś kogo nawet nie kochała? Teraz zdała sobie z tego sprawę, że gdyby nie poznała Dave’a prowadziłaby zupełne inne życie. Teraz pewnie oczekiwała by dziecka, ponieważ ojciec kładł by na to ogromny nacisk, nie myśląc o istotnym  fakcie, że jest jeszcze za młoda na małżeństwo a co dopiero dzieci. Jak mogła wcześniej żyć bez Dave’a? Wydawało jej się to nie prawdopodobne. Przecież jej życie nie miało przedtem sensu ale nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy. Jenelle nauczyła się dużo rzeczy wśród piratów, odkąd znalazła się w ich towarzystwie. Sporo im zawdzięcza, teraz to oni są jej rodziną. Te ‚łotry’ jak inaczej zwą ich inni to załoga a załoga to dla niej rodzina. Tylko na nich teraz mogła polegać. To oni jej otworzyli oczy na wiele spraw na przykład, że jej ojciec nie jest jej prawdziwym ojcem a raczej tyranem i szczerze wolałaby żeby zmarł teraz aby nigdy więcej go nie widziała. Wcześniej nigdy by o takim czymś nawet nie pomyślała. Chciała poznać swoją matkę i prawdziwego ojca, pewnie oni też wybierają się po skarb Tycherów. Jest to na prawdę wielka furora wśród piratów. Jenelle zdała sobie sprawę że przez wiele lat szukała siebie i właśnie ją znalazła. Nigdy nie pasowała do sztywnego towarzystwa tylko do takiego jak właśnie jej tutejsza rodzina. Jenelle myślała o tym wszystkim i aż jej się zachciało płakać, przecież załoga gotowa by była wskoczyć za nią w ogień ona za nimi zresztą też. Poczuła że jest im dłużna za trud jaki im wyrządziła swoją osobą. Szybko wstała i ruszyła na przeciw siebie. Poszła przez górę z której zbiegała wczoraj z kapitanem i udała się do pubu. Rozejrzała się za Dave’em i ujrzała już całą załogę siedzącą przy jednym stoliku, dziewczyna przypomniała sobie że nie  jest w ogóle ogarnięta więc zanim spostrzegli się że ktoś wchodzi Jenelle dała susa po jakiś pobliski stolik nie zważając na to że przy nim ktoś siedzi i patrzy na nią jak by była wariatką. Jenelle ułożyła sobie od nowa włosy i strzepała piasek z sukni po chwili była już gotowa by wyjść do załogi. Wszyscy powitali ją wesoło, cieszyli się na jej widok. Jednooki chciał nawet ustąpić jej miejsca.
- Nie ma potrzeby, siedź- powiedziała przyjaźnie. Jednooki wiedział że i tak nie wygra z dziewczyną więc nie próbował dalej swoich starań.
- Sprawa się komplikuję – zaczęła mówić Adele.- Wczoraj spotkałam czarnobrodego, nawet on płynie po skarb Tycherów- oznajmiła.
- Wiemy- odpowiedziała Jenelle.
- Skąd?
- Jaa- zaczęła – Miałam okazję z nim o tym pomówić.
- Co masz na myśli? – spytał Larry i Jenelle opowiedziała wszystkim o swojej sprzeczce z czarnobrodym. Załoga była pełna podziwu. Mówili przez dłuższą chwilę tylko o tym, wszyscy żałowali, że nie mogli tego widzieć na własne oczy.
- Będzie co opowiadać!- zawołał Flinton.
- No pewnie!- poparła go reszta załogi.
- Niedługo odbędzie się zebranie bractwa, będziecie mieli okazję by poopowiadać – odezwał się Dave.
- Zebranie?- powtórzyłam – Dlaczego zwołują?
- Jeszcze nie wiemy, ale na pewno będzie tam król piratów a królem piratów jest Twoja mama a gdzie Twoja mama tam Twój ojciec- mówił Dave. – Z pewnością będziesz chciała tam płynąć.
- No pewnie!- zawołała. Serce jej podskoczyło, będzie mogła poznać swoją mamę i prawdziwego ojca. W sumie gdy teraz się nad tym głęboko zastanowiła nie dziwiła się że matka odeszła od męża. Tak jak Jenelle szukała przygody i znalazła ją u pirata, przypominała ta historia jej obecne życie. Wszyscy gorączkowo myśleli o jakiś wskazówkach, minął już miesiąc odkąd Jenelle znalazła się na ich pokładzie i jak na razie mają tylko mapę i medalion. Nie wiedzą czego się mają spodziewać na tej wyspie chyba, że tylko z opowiadań Adele.
- Będzie ciężko dostać się po ten skarb- oznajmiła Adele. – Pływamy już cały miesiąc a przypominam że zostało ich jeszcze tylko pięć. Nie wiemy gdzie mamy co szukać, nie wiemy gdzie znajduje się ‚ kraina Tycherów ” chociaż mamy mapę, na pewno czeka nas daleka podróż zajmująca wiele czasu ale my stoimy w miejscu!- mówiła Adele.
- Ale odpowiedź na to wszystko widocznie znajduję się na tej wyspie- zaczęła mówić Jenelle – inaczej czarnobrody nie przypływał by tu tak sobie.
- Coś w tym jest- poparł ją kapitan.
- Jesteśmy w punkcie wyjścia- ciągła Adele.
- I będziemy w tym punkcie dopóki coś z tym nie zrobimy- odezwała się Jenelle.
- Co chcesz z tym niby zrobić?- spytał Larry wyczuwając że dziewczyna musi mieć jakiś pomysł – Masz plan?
- Zawsze mam – powiedziała z uśmiechem.- No więc skoro czarnobrody tu przypłynął wie coś o czym nie wiemy my i gdyby nie powiedział że chodzi o skarb Tycherów nie wiedzielibyśmy tego czyli w pewnym stopniu nieświadomie nam pomógł on musi coś wiedzieć, pilnie chciał mieć mnie na swoim statku może to fakt że jestem w połowie syreną lub po prostu chciał mnie mieć przy sobie do czegoś. Chciał widzieć się z Tobą Adele bo chciał ten medalion więc jest potrzebny na sto procent, pozwólcie mi z nim popłynąć. On wie dobrze że mamy medalion opowiem mu bajeczkę że pomogę mu a tak na prawdę zrobię wszytko byśmy my dostali ten skarb. Tylko trzeba się dowiedzieć gdzie on w ogóle wyruszył o ile jeszcze wyruszył w rejs- mówiła Jenelle. Załoga patrzyła na nią co najmniej dziwnie. W ich oczach panował strach. Widać było, że chcieli posiąść skarb jednak oddając Jenelle w ręce czarnobrodego to byłaby najgorsza zbrodnia jaką kiedykolwiek mogliby popełnić.
- Słuchaj – zaczął kapitan – Plan masz na prawdę świetny i w ogóle ale nie puszczę Cię samą do załogi czarnobrodego.
- Twierdzisz że sobie nie poradzę?
- Nie umiesz walczyć…- powiedział – SZABLĄ- dodał pośpiesznie bo Jenelle już otwierała usta by coś powiedzieć.
- Ale po tym wypadzie na Tortuge miałeś mnie tego nauczyć
- Na to potrzeba wiele lat
- Szybko się uczę. – Dave’owi powoli zaczęło brakować argumentów.
- Jeśli mogę coś powiedzieć- wtrącił Jednooki. – Służyłem przez dwadzieścia lat na statku czarnobrodego jeśli chciał mieć Jenelle jest mu po prostu do czegoś potrzebna. Nie będzie sama, gdy powiem mu że ja też do niego wracam,a przyjmie mnie na pewno bo każdy jeden człowiek na jego statku to dla niego skarb. Będzie ciężko, ale będę mógł mieć ją na oku. Sądzę że nasza ,, mała miss świetnych pomysłów ” ma bardzo dobry plan. No Dave niedługo Cie przebiję w sprycie- powiedział i mrugnął oczkiem przyjacielsko do Jenelle która się uśmiechnęła. Dave nie wydawał się z tego powodu zachwycony.
- No dobrze, ale ja nie będę wiedział co się z nią dzieje- powiedział.
- Jeśli nauczysz mnie porządnie walczyć choćby od teraz, nie będziesz musiał nawet wiedzieć co się ze mną dzieje bo opowiem ci kiedy obalimy załogę czarnobrodego- powiedziała.
- Takie podejście mi się podoba! Piracka krew!- zawołał Jednooki.
- Zaczynam żałować że Cię tu sam zaciągnąłem, prowadziłabyś inny żywot niż prowadzisz teraz- powiedział Dave jakby obwiniał się o wszystko.
- Prowadziłabym życie którego wcale nie chciałabym prowadzić- odpyskowała Jenelle.
- Dave, w jej żyłach płynie piracka krew nic z tym nie zrobisz, ona jest stworzona po to by zostać piratem pojmij to!- zawołał Jednooki.
- Ja już się nie odzywam w tej sprawie- powiedział Dave,
- Jesteś kapitanem Ty MUSISZ się odzywać w takich sprawach- powiedział Larry.
- Nie jeśli wytyczę to Wam- powiedział – W kodeksie to pisze ,, panie wielce oczytany ”
- Kodeks to tylko wskazówki, można się według nich trzymać choć wcale nie trzeba!- mówiła Jenelle nie dając za wygraną.
- Dobrze. Nauczę Cie walczyć już od dzisiaj gdy tylko wypłyniemy. – powiedział – później realizujemy Twój plan.
- Nie,nie, nie – powiedziała Jells. – Najpierw trzeba pochodzić po wyspie popytać ludzi czy nie widzieli czarnobrodego musimy wiedzieć czy gdzieś się udał czy został tutaj jeszcze na dłużej i czego poszukuje istotnego do tej,, Tycheromani ”. Później trzeba za nim płynąć. Ja i Jednooki dokonamy abordażu na pewno ucieszy się z dodatkowej załogi a gdy dowiemy się wystarczająco dużo wywołamy bunt. Na pewno znajdzie się więcej osób niż my którzy chcieli by uciec od czarnobrodego- dodała pośpiesznie widząc minę całej załogi. Wszyscy spojrzeli po sobie, jednooki uśmiechał się sam do siebie i spoglądał na Dave’a, który po chwili namysłu powiedział:
- Dobrze, więc od czego zaczynamy?- spytał.

Karaibska Miłość Rozdział 12

Jest kolejny rozdział ;) Przepraszam, za tak długą przerwę, ale miałam dużo nauki i nie miałam kiedy zabrać się za pisanie. Teraz już jestem i nadrabiam wszelkie zaległości :) Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba, czekam na Wasze opinie. Nie będę więcej zanudzać i zapraszam do przeczytania :)

Jenelle nie mogła się doczekać kiedy opuszczą ten zaniedbany pub, więc gdy tylko Dave przyniósł kolejne dwie butelki rumu udali się prosto do wyjścia, gdy otwarli drzwi poczuli świeże i czyste powietrze.
- To do kąt idziemy?- zapytał Dave.
- Nie wiem, zależy gdzie Ty będziesz chciał iść- odparła Jells.
- Nie, dzisiaj kierujemy się według Twoich zasad- oznajmił Dave. Jenelle to bardzo zdziwiło, lecz próbowała zgrywać obojętną.
- No to może pójdziemy potańczyć?- zaoferowała Jenelle. Dave tylko się uśmiechnął.
- Jeśli chcesz- odpowiedział- Znam całkiem w porządku pub, no może nie jest zupełnie dobry, ale lepszy od tego- dodał z uśmiechem wskazując na budynek z którego właśnie wyszli.
- Świetnie no to idziemy- zadeklarowała Jenelle wesoło i wraz z Dave’m ruszyła na przód. Przez całą drogę jaką musieli przebyć by znaleźć się w owym pubie, kapitan pokazywał Jells uroki wyspy. Tortuga jest bardzo skalista i górzysta, skały są szczególne w północnej części wyspy, jednak bogata jest też w faunę i florę. Na Tortudze znajduję się dużo domów mieszkalnych jak i knajp z których dochodziła głośna muzyka i wesołe okrzyki bawiących się ludzi. Minęli właśnie jakąś parę która przytulała się romantycznie. Jenelle westchnęła lecz szybko tego pożałowała bo Dave spojrzał na nią badawczo. Szybko postanowiła naprawić błąd i przeciągnęła westchnienie w ziewanie.
- Jesteś zmęczona? – Spytał Dave.
- Nie. – Odparła Jenelle.
- Więc znudzona?- Zapytał ponownie Dave.
- Absolutnie, wyspa jest wspaniała nie sposób się tutaj nudzić- stwierdziła Jenelle.
- Więc co jest?- Dave nie dawał za wygraną Jenelle zresztą też, postanowiła udać że tego nie słyszała. W pewnej chwili Dave obrócił dziewczynę tak, że mogła spojrzeć w jego piękne czekoladowe oczy, od jego spojrzenia Jenelle miękły kolana. Dziewczyna próbowała się wyrwać lecz nie mogła, a raczej nie chciała. Przecież Dave wcale nie trzymał jej mocno. Wpatrywali się tak w siebie dość długo z wielką uwagą. Dave był na prawdę bardzo przystojny i pociągający, kapitan zaczął coraz bardziej zbliżać twarz ku Jenelle. W głowie dziewczyny zrobił się jeden wielki chaos, więc gdy ich twarze zaczęły dzielić już milimetry, Jenelle odskoczyła od Dave’a raptownie.
- Mieliśmy iść potańczyć- przypomniała Jenelle. Nawet nie wiedziała, dlaczego się odsunęła. Kapitan zrobił zawiedzioną minę lecz nie należał do osób co tak szybko się poddawały. Przybliżył się jeszcze raz do dziewczyny, pogłaskał jej policzek, jednak gdy zauważył, że nic z tego nie będzie tylko westchnął.
- No dobrze, chodź potańczyć- Powiedział i udali się do pubu. Całą drogę milczeli, ale gdy znaleźli się przy drzwiach od knajpy usłyszeli wesołe okrzyki i głośną muzykę. Jenelle nie czekając ani chwili dłużej otwarła drzwi. Pub był średniej wielkości, był schludniejszy niż poprzedni. Po prawej stronie znajdował się bar a po lewej grała orkiestra jakąś żywą melodie piracką. Jenelle od razu rozpoznała słowa i wskoczyła w tłum tańczących. Kapitan przyglądał się kocim ruchom Jells z uśmiechem, musiał właśnie przenieść się w swój świat fantazji w którym wyraźnie było widać główną rolę odgrywała Jenelle. Sprawiała wrażenie dziewczyny znającej się na zasadach lecz w tańcu nie obchodziło ją nic, w świecie tańca nie wiedziała co to znaczą zasady. Tańczyła tak jak chciała bardzo odważnie i seksownie , dziewczyny spoglądały na nią zazdrośnie jak gdyby była nierządnicą lecz ta tylko tańczyła uśmiechając im się prosto w twarz. Podchodziło do niej dużo mężczyzn lecz tak na prawdę z pośród tych wielu obchodził ją tylko ten jeden, który właśnie zerknął na bar. Jenelle uśmiechnęła się do Dave’a promiennie i wraz z nim udała się do baru by zamówić coś do picia.
Usiedli przy czystym małym stoliku i wpatrywali się w siebie. Kelnerka podeszła do ich stolika pozostawiając dwie butelki rumu. Była niska i trochę otyła, jej oczy miały kolor zielony. Włosy kelnerki były długie i czarne, na końcówkach lokowane. Uśmiechnęła się szczerze do kapitana i Jenelle.
- Witam w moich skromnych progach Dave- powiedziała radośnie.
- Witaj Bello- powitał ją Dave.
- Jak Ci na imię ?- spytała dziewczynę przyjacielsko.
- Jenelle – odparła Jells.
- Bella, miło mi- Zakomunikowała Bella ściskając przyjaźnie rękę Jenelle.
-Widzę, że jesteś nowa w naszym świecie. To nic, Dave pewnie wprowadził Cię już w zasady tego miejsca. Nie będę przynudzać pójdę już bo klienci się niecierpliwią. – mówiła – Miło było Cię poznać Jenelle.
- Mi również- odparła z uśmiechem Jells. Polubiła ową kelnerkę nie była nachalna jak ta w poprzednim pubie. Jenelle sięgnęła po swoją butelkę z rumem i za jednym razem wypiła połowę jej zawartości. Dave poszedł w jej ślady. Po jakimś czasie Jenelle czuła, że powoli zaczyna się upijać, po piątej butelce rumu gdy postanowiła wstać z krzesła zachwiała się niepewnie po czym usiadła na nie z powrotem. Dave donosił kolejne butelki rumu i wciąż nie był pijany. Musiała minąć godzina zanim Jenelle zaczęła znowu kontaktować co się dzieję.
- Upiłaś się maleńka- powiedział z uśmiechem Dave ku wielkiemu zdziwieniu Jenelle wciąż nie był pijany.
- Jak Ty to robisz?- spytała.
- Lata praktyki- odrzekł z wyniosłym uśmiechem. Jenelle przesiedziała jeszcze kilka minut i gdy poczuła, że całkowicie wytrzeźwiała wstała i ruszyła na parkiet. Znowu wszyscy na nią spojrzeli, była piękna, kusząca i jej kocie ruchy, wszystko to sprawiało, że była bardzo nie lubiana przez część płci żeńskiej. Dave nie mógł się powstrzymać więc wstał i normalnym krokiem podszedł do Jells. Była w szoku, przecież Dave wypił więcej niż wszyscy tutaj zebrani a on mimo to wciąż nie wyglądał na pijanego.Gdy kapitan znalazł się przy niej wystarczająco blisko orkiestra wyczuła klimat i natychmiast zagrali jedną z swoich wolniejszych utworów. Dave ujął delikatnie dłoń Jenelle i w rytm spokojnej muzyki kołysali się powoli. Jenelle przetańczyła więcej godzin niż siedziała, więc gdy zrobiło jej się gorąco oznajmiła Dave’owi, że idzie się przewietrzyć i wyszła na świeżę powietrze by trochę ochłonąć. Przez dłuższy czas wpatrywała się w ciemność aż nagle pewnej chwili podszedł do niej jakiś obcy mężczyzna i brutalnie odwrócił do siebie, nie widziała jego twarzy było za ciemno lecz odrzucał ją ohydny zapach z jego buzi.
- Jesteś taka śliczna- wychrypiał. Jenelle próbowała się odwrócić ten zapach był nie do zniesienia.
- Jak coś do mnie mówisz nie otwieraj ust – powiedziała stanowczo i groźnie. Mężczyzna chwycił ją mocniej tym sposobem zmuszając by patrzyła mu prosto w jego czarne oczy.- Czego chcesz?- zapytała, w jej głosie nie było strachu.
- Nie boisz się mnie- stwierdził – A powinnaś.
- Niby dlaczego miałabym się bać kogoś kogo nawet nie widzę?- Mężczyzna szarpnął dziewczyną by ta poszła za nim, stanął przy świetle gwiazd. W tym momencie Jenelle zadrżała. Mężczyzna był bardzo wysoki, miał długą splątaną czarną brodę, która sięgała mu aż po pas i ciemne błyszczące oczy. Jak Jenelle mogła z początku nie rozpoznać tego tonu głosu.
- Spokojnie maleńka jestem tu tylko przelotem nic Ci jeszcze nie zrobię – powiedział – Wiesz już kim jestem?
- Wiem – odpowiedziała lekceważąco – Jesteś czarnobrodym. I co mnie to obchodzi? Jest tu troszkę zimno więc jeśli pozwolisz ja wracam do pubu – powiedziała Jenelle odwróciła się i ruszyła na przód. Czarnobrody chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie wręcz brutalnie.
- Skoro Ci zimno, możemy coś z tym zrobić – odparł gładząc ją po policzku. Jells należała do tego rodzaju osób, że nie obchodziło ją z kim rozmawia, do kogo mówi i kogo obraża, musiała wyjść na swoje i tyle.
- Słuchaj no Czarnobrody- wycedziła – Bądź sobie tam nawet siwobrody mnie to nie interesuję, ale jeśli zaraz mnie nie puścisz będę musiała zainterweniować inaczej niż dotychczas.- Czarnobrody puścił dziewczynę i spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem. Po raz pierwszy w życiu najbardziej znany pirat którego wszyscy się bali był w takim stanie, można by było powiedzieć że ustawiła Go – czarnobrodego młoda dziewczyna.
- Jeszcze nikt tak do mnie nie powiedział jak Ty – stwierdził
- Jestem jedyna w swoim rodzaju – odrzekła z triumfującym uśmiechem. – Tak właściwie to jestem Jenelle – powiedziała kłaniając się lekko i prowokacyjnie, uznała że skoro poznała słynnego czarnobrodego, co jej szkodzi się przedstawić. Czarnobrody przybliżył się do niej.
- Nie chcesz należeć do mojej załogi złotko? – spytał. Jenelle prychnęła.
- Przykro mi, mam już swoją załogę. – zakomunikowała. Czarnobrody ponownie został zbity z tropu.
- Niby jaką?- zapytał po chwili.
- Aaa no wiesz- zaczęła – z Dave’em Smithem i Adele Milton – odparła z udawaną obojętnością – Nic takiego, prawda? – powiedziała przybliżając się do niego i napawała się widokiem jego zdziwionej miny.
- Są tutaj? – spytał.
- No pewnie, Diana bawi się gdzieś z załogą a Dave jest tutaj ze MNĄ- powiedziała oddalając się od czarnobrodego. Mężczyzna przybliżył się do niej szybko i chwycił za ręce bardzo mocno.
- Może i jest ale nie sądzę by interesowało go gdybyś nagle zniknęła co? Nawet by się nie zdziwił a zadowolił by się jeszcze szybciej – odparł głębokim tonem.
- Nie sądzę- powiedział jakiś mężczyzna. Jenelle nie musiała się odwracać by dowiedzieć się kto jest źródłem tego pięknego głosu, był nim Dave. Czarnobrody puścił dziewczynę i popchnął ją z wielką siłą. Jenelle nie upadła jednak na podłogę. Próbowała robić różne manewry przez które nie zaliczyła bliskiego spotkania z podłogą.
- Dave! Jak miło Cię widzieć stary druhu!- powiedział czarnobrody śmiejąc się szaleńczo.
- Czarnobrody, znowu się widzimy- powiedział Dave.
- W jednej sprawie muszę Ci przyznać, że dobrze trafiłeś Dave- powiedział czarnobrody – Ta mała jest niesamowita- dodał.- Nie obawiajcie się szczury lądowe jestem tu jak wcześniej tłumaczyłem tej pięknej dziewczynie tylko w istotnej, jednej sprawie.
- Wiem, że jest- odpowiedział z uśmiechem Dave.- Jaka to istotna sprawa?
-  Za pewne słyszałeś o skarbie Tycherów hm? – na te słowa Dave zbladł – Tak jest, dobrze słyszałeś, nie tylko Ty go poszukujesz Dave. Tak z innej beczki rumu – tutaj zaśmiał się z swojego jak twierdził zabawnego powiedzenia – Słyszałem że przystałeś z moją kochaną córką- stwierdził czarnobrody. – Co się z nią dzieję?
- Troskliwy ojczulek się znalazł – wycedziła Jenelle. Mężczyzna obrócił się do dziewczyny.
- Ty nigdy się nie zamykasz? Mam Ci w tym pomóc ? – spytał
- Nawet jej nie dotykaj – powiedział groźnie Dave. Czarnobrody zaśmiał się głośno.
- Jeszcze nie mam takiego zamiaru wstrętne szczury lądowe- powiedział – Ale głupi nie jestem, wiem o co tu chodzi – powiedział. – Miłość- tu zaśmiał się ponownie- Błędne koło kamraci, zobaczcie co mi przyszło z tej całej miłości. Skończyłem jako ojciec dziecka które nie chcę mnie znać a moja żona została zwykłą dziwką.
- Nie obchodzą nas Twoje perypetie miłosne – powiedziała Jenelle na te słowa Dave zaśmiał się szczerze.
- Spryciula z Ciebie, ciekaw jestem jak długo potrafisz grać taką twardą- powiedział podchodząc do niej powoli i dotknął jej kruczo czarnych loków, następnie zaczął schodzić niżej i niżej,  zanim Dave zdążył zareagować przez dziewczynę przeszedł nagły prąd, jakby zbierała w sobie wszystkie siły i gdy tylko ręka czarnobrodego powędrowała w miejsce gdzie zupełnie nie miała prawa się znajdować dziewczyna uderzyła pirata w twarz z taka siłą, że mężczyzna przeleciał kilka metrów wysoko i zaliczył bliskie spotkanie z podłogą. Dave spojrzał na dziewczynę pytająco lecz ta tylko wzruszyła ramionami była równie zdziwiona jak Dave. Musiała pokonać dość długi dystans by podejść do leżącego pirata.
- Ty wredna suko- odparł czarnobrody wstając i uderzając Jells w twarz. Nie dało to takiego samego efektu gdy dziewczyna uderzyła czarnobrodego, ale zabolało pewnie równie mocno. Jenelle nie poddała się przez jej ciało nie przeszedł już ten sam dreszcz ale poczuła jeszcze większą siłę w sobie i nie pozostając dłużną oddała czarnobrodemu mocne uderzenie w nos, tym razem pirat przeleciał wyżej i dalej niż ostatnim razem.
- Jeszcze raz chcesz mnie uderzyć?!- zawołała za nim zupełnie zszokowana swoimi możliwościami.
- Odejdź ode mnie!- krzyknął czarnobrody – Na razie dam Ci spokój ale uwierz mi że przy następnym spotkaniu nie będę taki hojny!
- Nie musisz, nie potrzebuje od Ciebie Twojej ‚ hojności’ !- powiedziała Jenelle. Czarnobrody się już więcej nie odezwał i próbował wstać. Dziewczyna zadowolona z siebie ruszyła na przeciw Dave’a.
- Teraz to zacząłem się Ciebie bać – stwierdził z uśmiechem.
- Nie masz czego, Ciebie nie skrzywdziłabym nigdy – powiedziała i przybliżyła się do pirata, jednak szybko zdała sobie sprawę, że to znowu nie jest odpowiedni moment więc zatuszowała swój krok idąc w stronę pubu. Dave spojrzał na nią smutnym wzrokiem.
- Chcesz go tutaj zostawić?- spytał nagle spoglądając na czarnobrodego, odchodzącego już w dal.
- Zaraz i tak zjawi się tutaj jego załoga, a wyglądana to, że sam sobie świetnie radzi- odparła Jenelle. Wrócili z powrotem do pubu zamówili kolejne butelki rumu i siedząc przy stoliku popijali go od czasu do czasu.
- Nie mam pojęcia skąd we mnie znalazła się taka siła- mówiła Jenelle- poczułam taki prąd w ciele, a za drugim razem czułam jak buzuję we mnie cała złość o wszystko co mnie w życiu spotkało złego i wiedziałam, że muszę się na kimś za to wyżyć.
- Ja też nie wiem jak to się stało, zadziwiłaś mnie- powiedział Dave- ciągle mnie czymś zaskakujesz. – Jenelle zastanowiła się nad sensem tych słów i właśnie skończyła pić trzecią butelkę rumu, nie liczyła już nawet ile mógł wypić Dave.
- Zatańczymy?- spytał od tak podchodząc do dziewczyny.
- Tak- odparła nieco zdziwiona i ruszyła na parkiet wraz z Dave’em. Orkiestra momentalnie zaczęła grać wolną muzykę a para tańczyła spokojnie. Wyglądało to tak romantycznie. Wszyscy przyglądali się tańczącym z westchnieniem. Obydwoje tańczyli bardzo pięknie. Dave obracał spokojnie i czule Jenelle a ta używała swojej urody i kocich ruchów by urozmaicić taniec.
- Pójdziemy się przejść po wyspie? – szepnął do ucha Jenelle po dłużej chwili tańczenia, dziewczyna skinęła głową i w połowie piosenki wybiegli z pubu. Biegli gdzieś daleko, sami nie wiedząc gdzie, trzymali się za ręce, roześmiani od ucha do ucha. Zbiegali właśnie z jakieś górki i o dziwo znaleźli się na pewnej ładnej piaszczystej plaży. Nikogo na niej nie było więc piraci wykorzystali okazje by móc spokojnie ze sobą porozmawiać.
- Nie dokończyliśmy tańca- stwierdziła Jenelle z udawanym smutkiem.
- Naturalnie- powiedział Dave przybliżając do siebie dziewczynę, znowu zaczęli tańczyć.
- Kochasz tańczyć i kochasz morze- stwierdził Dave – Co jeszcze umiesz robić?
- Grywałam na fortepianie, jeździłam konno, od zawsze śpiewałam, pływałam po morzu- wymieniała Jenelle.
- Biłam się- dopowiedział Dave. Jenelle zaśmiała się głośno.
- Nie prawda. Tylko dzisiaj tak – powiedziała Jenelle. Dave zerknął na nią jakby chciał jej powiedzieć ,, tak jasne” obydwoje zamilkli i wpatrywali się w siebie.
- Wyjaśnij mi pewną rzecz- zaczął Dave – Powiedziałaś, że nigdy byś mnie nie skrzywdziła, dlaczego?- Jenelle to troszkę zmyło z tropu, ale udawała cały czas obojętną.
- Nie wiem, tak mi się wymskło- odparła i zaczęła kokietować go wzrokiem.
- Aha, czyli nie ma to nic wspólnego z tym, że byłaś zazdrosna o Annie?- spytał sprytnie Dave.
- Ja? Zazdrosna? O tą szmatę? Nigdy w życiu!
- A jednak- powiedział Dave
- Wcale nie
- Wcale tak
- Teraz Ty mi coś wytłumacz- zażądała- dlaczego zawsze chcesz mi wszędzie towarzyszyć, zawsze być przy mnie i jesteś o mnie zazdrosny?
- Ja nie jestem o Ciebie zazdrosny! Poza tym jesteś dziewczyną, bałem się, że sobie nie poradzisz gdy coś Ci będzie grozić- powiedział
- Tak jasne, o Adele tak się nie martwisz- stwierdziła
- Niby dlaczego miałbym się o nią martwić? – spytał
- Bo jest dziewczyną, mogłaby sobie nie poradzić gdy coś będzie jej grozić- mówiła Jenelle. Dave przez chwilkę nic nie mówił, Jells uśmiechnęła się do siebie triumfalnie. Kapitan obrócił dziewczynę i znowu wrócili do swojego tańca.
- Nie obchodzi mnie tak bardzo jak Ty- powiedział w końcu. Jenelle spojrzała mu prosto w oczy i odpłynęła w nich. Lubiła tonąć w jego czekoladowych oczach.
- Obchodzę Cię? – spytała jak gdyby nigdy nic. Tak jakby ją to wcale nie obchodziło.
- Bardzo. – powiedział – prawie tak bardzo jak ja obchodzę Ciebie- dodał sprytnie. Jenelle uśmiechnęła się, Dave była to jedyna osoba która sprawiała jej trudności by go przechytrzyć. Był po prostu niezastąpiony.
- Mocne posunięcie panie Smith, jednak ośmielę się powiedzieć, że nie obchodzisz mnie tak bardzo jak ja obchodzę Ciebie- powiedziała. – Obchodzisz mnie jeszcze bardziej – dodała.Obydwoje przystanęli patrząc sobie prosto w oczy. Zaczęli zbliżać do siebie swoje głowy, znowu dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Jenelle wiedziała, że właśnie teraz nikt im nie przeszkodzi. Serce waliło jej jak szalone, w końcu to będzie jej pierwszy pocałunek. Zbliżyli się do siebie bardzo blisko i w końcu poczuła jego usta na swoich, chwilę później całowali się ze sobą z języczkiem i nie mieli zamiaru przestawać. W głowie Jenelle miała tylko Go – Dave’a. Kogoś kogo tak na prawdę kochała. Dziewczyna czuła bardzo wyraźnie jego zapach, jego ręka delikatnie gładziła jej włosy i ona zaczęła gładzić jego. Czuła, że nigdy nie poczuję się bardziej szczęśliwsza niż jest teraz. Po namiętnym i czułym pocałunku, piraci położyli się obok siebie na piasku przytuleni wpatrując się w morze.Dave całował dziewczynę delikatnie wszędzie gdzie tylko się dało. Jenelle wcale to nie przeszkadzało.
- Ilu miałaś przede mną chłopaków?- spytał od tak spokojnym głosem i uważnie wpatrywał się w Jenelle.
- Nie miałam. Jesteś pierwszym z którym się całowałam- odpowiedziała znowu kokietując go wzrokiem.
- Czyli o dalszym kroku też nie było mowy- powiedział. Jells wiedziała do czego zmierza.
- Jestem dziewicą, jeśli o to Ci chodzi- zadeklarowała. Dave uśmiechnął się szeroko.
- Nigdy nie znalazłaś nikogo z kim chciałabyś to zrobić? – zapytał.
- Jeśli z kimś bym to zrobiła to oznaczałoby, że bardzo muszę kochać taką osobę. – mówiła.
- Naturalnie- odpowiedział.
Jells nie była w ogóle pijana wiedziała co robi, a jednak zachowywała się tak jakby nie była tego pewna. Pocałowali się jeszcze raz tym razem namiętnie i czule. Jenelle była bardzo podniecona tą sytuacją, przewróciła Dave’a na piasek i znalazła się na górze. Morze szumiało przyjaźnie, fale uderzały o brzeg, Dziewczyna słyszała tylko swój oddech i Dave’a. Powoli zaczęła ściągać jego koszule, dotykała go po górnej partii jego ciała, zaczęła schodzić niżej i nagle teraz on był na górze, uśmiechnął się do niej szeroko i  zaczął ściągać gorset dziewczynie, gdy zrzucili z siebie wszystkie warstwy ubrań Dave pocałował bardzo delikatnie Jenelle by upewnić się że tego chcę, dziewczyna pokiwała głową nagle znowu została pocałowana czule, jakby tym pocałunkiem Dave chciał jej wynagrodzić wszystko co ją spotkało złego. Po chwili poczuła bardzo lekki ból, prawie wcale nie wyczuwalny, tonęła w czekoladowych oczach kapitana, było jej dobrze. Brakowało jej takiej bliskości i całym sercem czuła, że to właśnie on jest odpowiedni. Oddała mu się całkowicie bo go kochała. W końcu te słowa przeszły jej przez myśl bez żadnego oporu już nie bała się do tego przyznać przed samą sobą i mówienie o swoich uczuciach znowu nie sprawiało jej żadnego problemu. Piraci kochali się namiętnie na pustej plaży, na Tortudze w dwóch miejscach które Dave i Jenelle tak bardzo kochali.

Karaibska Miłość Rozdział 11

Cała załoga wybiegła z dolnego pokładu krzycząc radośnie Jenelle odruchowo spojrzała przed siebie i zobaczyła wyspę. Dziewczyna musiała powstrzymać się by z wrażenia nie opadła jej szczęka, wyglądałaby wówczas jak idiotka. Wyspa była oświetlona pochodniami i tętniła życiem. Już na statku słychać było wesołe okrzyki przebywających tam ludzi.
- Piękna co?- Spytał znienacka Dave. Jenelle z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w wyspę z podziwem.
- Tak, jest cudowna- Powiedziała.
- Możesz jako pierwsza opuścić statek, w końcu po raz pierwszy poznajesz uroki Tortugi.- Stwierdził Dave.
- A co z Larrym, Jednookim, Flintonem i Georgiem?- Spytała Jenelle odwracając się do kapitana.
- Oni będą sprzątać statek- Powiedział Dave.
- W takim razie zostaję z nimi- Stwierdziła krótko Jenelle.
- Przestań, to taka tradycja. My się bawimy oni sprzątają- Powiedział Dave rozbawiony.
- Każdy powinien być traktowany równo- Powiedziała stanowczo Jenelle.
- Jells jesteśmy piratami a nie dobrodusznymi dbającymi o wszystkich pomagierami. Tu każdy walczy sam o siebie- Pouczył ją Dave. Jenelle wiedziała o tym bardzo dobrze, ale chciała by choć ten jedyny raz ta czwórka doświadczyła dzisiejszego uroku wyspy.
- Skoro sądzisz, że w dobie oceanu sztuka dobroduszności zanikła, to niezawodny znak że jesteś palantem- Powiedziała z przekąsem Jenelle.
- Nie jestem palantem, tylko piratem. Witam w moim świecie gołąbeczko- Powiedział Dave i odszedł od niej. Jenelle obejrzała się za siebie i ujrzała całą czwórkę męczącą się nad brudną podłogą okrętu. Potem zerknęła na Adele która zrobiła bezradna minę, jej oczy były lekko zaczerwienione od płaczu. W końcu Jenelle szybko podbiegła do Dave’a.
- Kapitanie, proszę niech pójdą się zabawić posprzątają zaraz na drugi dzień nawet pod moim nadzorem gdy będzie trzeba- powiedziała na jednym wydechu, błagalnym tonem. Dave szeroko się uśmiechnął i gdy Jells była pewna że powie ,,tak”, Dave odpowiedział:
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- Ale dlaczego nie?!
- Bo nie.
- Taka oto rozmowa z niby wielkim piratem mórz. Tak o Tobie mówią? Dobre sobie, nie znają za dobrze Twojej natury. Czego Ty im tak zazdrościsz lub czego nie, że zawsze tylko oni nie mogą nigdzie się ruszyć puki nie posprzątają?! Co to za problem gdyby zrobili to na drugi dzień? Ten statek i tak jest brudny jak ściera. Wszędzie czuć ohydny zapach rumu a Ty mi mówisz że ten statek ktoś sprząta? Ty chyba porządku nie widziałeś na oczy! W sumie cóż się dziwić po człowieku który nawet nie dba o higienę osobistą!- Jenelle była już za bardzo wkurzona, wszyscy przyglądali się tej scenie z podziwem. Jenelle dla całej załogi była kimś wielkim, taką nadzieją, Głównym powodem dla którego załoga ma jeszcze coś do powiedzenia, że nawet oni mają swoje prawa. Nikt inny nie odważyłby się mówić takich rzeczy samemu kapitanowi. Dave nie wiedział czy ma się roześmiać czy rozzłościć w końcu wybuchnął głośnym śmiechem. Załoga spoglądała po sobie jak gdyby ich kapitan nagle oszalał.
- Co Cię tak śmieszy?- Spytała Jenelle.
- Ty!- zawołał i znowu zaczął się śmiać. Jenelle czekała długo zanim Dave się uspokoił i w końcu przemówił.- Jesteś zupełnie niesamowita! Jak ja dawno nie miałem nikogo takiego na swoim statku. Zresztą nigdy nie miałam. Zawsze to ja byłem taki jak Ty. Dobrze niechaj Ci już będzie, jak wszyscy to wszyscy! Załoga!- wszyscy spojrzeli na niego uważnie i z powagą jak gdyby obawiali się najgorszego.- Macie się dobrze bawić,wszyscy bez wyjątku, a żeby nie przedłużać niech ktoś skombinuję jakiś rum to będzie co popijać w czasie podróży.- Dodał z uśmiechem. Wszyscy wrzasnęli radośnie i wybiegli z statku na ląd. Łącznie z Adele która nagle się ożywiła, wyprzedziła wszystkich i tak się stało, że jako pierwsza znalazła się na wyspie.
- Ah, a miałaś pierwsza wyjść na Tortugę- Powiedział Dave.
- Niech się rozerwą, zawsze ja mam pierwszeństwo niech korzystają póki mają ku temu sposobność- Stwierdziła Jenelle wesoło i ruszyła w stronę wyspy.

*******************************************************************

Na wyspie o tej porze można było spotkać na prawdę dużo pijanych ludzi. Wraz z kapitanem, Jenelle weszła do pobliskiego pubu który był bardzo zatłoczony. Przez pierwsza chwilę nie było tam nic widać ze względu na dużą ilość dymu osób palących. Wszędzie stało, siedziało już na końcu leżało pełno pijanych mężczyzn wśród nich zdarzały się nawet kobiety. Cuchnęło tam gorzelnią i jeszcze innym brzydkim zapachem, który trudno było określić.Jenelle już aż tak bardzo nie przeszkadzał ponieważ przyzwyczaiła się do różnego rodzaju smrodu.Jednym słowem pub wyglądał na zwykłą melinę. Przy barze obsługiwała pewna dziewczyna z lokowanymi blond włosami i niebieskimi oczami. Uśmiechnęła się ciepło do Dave’a lecz na piękną Jenelle rzuciła tylko ostre, pełne pogardy spojrzenie. Robiły to każde dziewczyny zazdrosne o niezwykłą urodę Jenelle. Dziewczyna wraz z kapitanem zajęła miejsce przy jakimś obskurnym stoliku.
- Mogę się rozejrzeć po wyspie? Nie mam ochoty przebywać tutaj ani chwili dłużej.- Powiedziała Jenelle rozglądając się z odrazą po pomieszczeniu.
- Oczywiście, że możesz, lecz beze mnie nigdzie się nie ruszysz- Stwierdził Dave.
- Niby dlaczego?!- Spytała dziewczyna.
- Ponieważ kręci się tutaj dużo ludzi i jeśli który by Ci coś zrobił, nie wiedziałbym któremu mam skręcić kark- Powiedział Dave.
- Gdybyś wcześniej zaczął te nauki walki, nie musiałbyś robić tego czego nie chcesz czyli pilnować mnie na okrągło- Powiedziała Jenelle.
- Dlaczego sądzisz, że nie chcę Cię pilnować? Tak śliczną damę pilnowałbym nawet przez sen byleby spędzić z nią trochę czasu.- Powiedział Dave. Jenelle trochę zmieszała nagła zmiana tematu.
- Pójdę zamówić coś do picia.- Stwierdziła szybko. – Co chcesz?
- Rum złotko- Odpowiedział z szelmowskim uśmiechem. Jenelle podeszła do baru gdzie kilku mężczyzn zagwizdało spoglądając na czarnowłosą piękność.
- Co podać?- spytała młoda barmanka znudzonym i niezbyt grzecznym tonem.
- Dwie butelki rumu- wycedziła Jenelle. Blondynka zmierzyła wzrokiem dziewczynę i podała jej to o co prosiła. Jells wróciła do stolika i postawiła butelki. Chciała usiąść koło pirata, lecz ten zrobił tak by usiadła mu na kolanach. Jenelle to zdziwiło tym bardziej, że kapitan był całkowicie trzeźwy i w pewnym stopniu to zdziwiło ją jeszcze bardziej. W tym czasie dosiadła się do nich owa blondynka.
- Jak tam Smith? Słyszałam, że próbujesz odnaleźć skarb Tycherów, chcesz się rozerwać?- Dodała z fikuśnym uśmieszkiem.- No tak, zapomniałam, masz już kogoś więc po co ta fatyga by przybywać na tą wyspę?- Mówiła blondynka. Jenelle miała przemożną ochotę by zrzucić ją z krzesła. Niestety Dave przytrzymał ją i odwlekł od tego pomysłu.
- Ann, tak dużo osób o tym mówi, że to musi być prawda- orzekł kapitan- Co mnie sprowadza na wyspę pytasz? RUM- oznajmił Dave i chlapnął zdrowy łyk z butelki.
- Jesteś najbardziej znanym piratem na świecie. Gdy coś kombinujesz wie to każdy- zadeklarowała z uśmiechem Ann.- A rum dostarczy Ci jak zwykle ktoś z moich od razu na Twój okręt.
- Dziękuję Ci Ann jak zawsze mogę na Ciebie liczyć- odpowiedział zalotnie Dave.
- Cała przyjemność po mojej stronie- Powiedziała słodko Ann przybliżając się do Dave’a, lecz nie dało to takiego efektu jaki miało ponieważ na jego kolanach siedziała Jenelle która myślała że zaraz zwymiotuję ta dziewczyna wyraźnie działa jej na nerwy nie wiedziała tylko dlaczego.
- A Ty czym, przepraszam kim jesteś? – zadała pytanie Ann. W Jenelle aż się zagotowało, lecz postanowiła że tym razem postara się być spokojna.
- Zapewne tym co Ty- wypaliła Jenelle.
- Muszę przyznać spryciula z Ciebie. Zawsze taka była czy tylko od czasu gdy Cię poznała?- zwróciła się do Dave’a, brunet uśmiechnął się szeroko.
- Zawsze taka była-  stwierdził.
- No to jak? Dowiem się Twojego imienia czy po raz kolejny dowiem się od wtyki?- spytała ponownie Ann.
- Jakiej wtyki? Siedzisz koło chłopaka któremu się pytasz i masz go za wtykę? – zapytała złośliwie Jenelle.
- Tutaj z tego co zauważyłam, każdy chcę Cię poznać choć nie wiem dlaczego przecież jesteś bardzo opryskliwa, no ale prędzej czy później bym się dowiedziała. – odparła Ann.
- Nienawiść idzie w dwie strony prawda Ann?- spytała niewinnie Jenelle.
- Czy aby na pewno nie przesadzasz? – szepnął Jenelle do ucha.
- Jaka nienawiść skarbie? Jestem na tyle dojrzała kobietą, że nie szukam guza wszędzie gdzie wchodzę, wystarczy moja olśniewająca uroda i już wygrywam- Zakomunikowała Ann odgarniając swoje zadbane loki które w porównaniu z Jenelle wyglądały na poniszczone, brudne i brzydkie.
- Nie wątpię w Twoją urodę, ale na pewno w głupotę- stwierdziła Jenelle.
- Moja mądrość nie powinna liczyć się z Twoją, z kiepskimi dziewczynami się nie zadaję za to Ty powinnaś zadać się z Cindy, nadaje się tylko do wycierania mojego pubu szmatą- Powiedziała Ann, w pubie rzeczywiście myła podłogi pewna dziewczyna o brązowych włosach, była bardzo brudna i widać że zmęczona pracą.
- Czy wszystkie blondynki są tak nie wychowane czy tylko te które maja ściśnięty gorset by powiększyć coś co nie jest widoczne?- zapytała Jenelle. Ann nie wiedziała co powiedzieć więc nie odezwała się wcale.
- Dave, jak pozbędziesz się ciężkiego balastu, wpadnij- Powiadomiła Ann wstając i udając się z powrotem za bar.
- No ładnie!- zawołał Dave- Ona jest nam potrzebna bardzie niż Ci się zdaję, kto nam dostarczy rum na okręt hm?
- Poradzimy sobie bez tępej, wypchanej wywłoki- Odezwała się Jenelle i zeszła z kolan kapitana na co mężczyzna zrobił zawiedzioną minę.
- Widzę, że wypiłeś. W takim razie idź po więcej i idziemy przejść się po wyspie- Oznajmiła Jells dopijając swoją butelkę rumu. Dave uśmiechnął się do niej pokazując wszystkie zęby po czym szybkim krokiem podszedł do baru.

Karaibska Miłość Rozdział 10

Adele i Jenelle udały się pod pokład gdzie zwykle sypiała załoga. Już od progu powitał je silny odór rumu, wszędzie leżały porozrzucane po nim butelki puste i jeszcze nie otwarte. Nie było tam za czysto wręcz przeciwnie. Na okurzonej podłodze leżały stare szmaty w których spała załoga i tylko na środku znajdował się duży ogromny stół przy którym już wszyscy siedzieli. Jenelle z trudem powstrzymała się by nie zwymiotować. Zajęła miejsce koło najmłodszego członka załogi, chłopaka o jasnych włosach. W jego oczach Jenelle widziała coś innego, jakby ocean zdawało jej się, że widzi w nich wesołe falę. Uśmiechnęła się do niego promiennie, on odwzajemnił uśmiech.
- Jak Ci na imię?- spytała podczas gdy załoga wiwatowała ponieważ Carll otwarł rum.
- Larry- odparł chłopak.
- Jenelle- powiedziała- Wyglądasz na najmłodszego z załogi, ile masz lat?
- szesnaście- powiedział Larry wesoło. Jenelle z trudem powstrzymała się by nie wybałuszyć oczu.
- Co Cię skłoniło by w tak młodym wieku zająć się piractwem?- spytała Jenelle.
- Urodziłem się na morzu. Mój ojciec był piratem, poznał moją mamę na Tortudzę. Stąd ten sentyment do tej wyspy.-powiedział Larry. Jenelle wiedziała, że może to wywołać niemiłe wspomnienia dlatego nie prosiła o szczegóły, w ogóle nie pytała o nic więcej. Nie wiedziała co ma właściwie powiedzieć, ale wyręczył ją pewien pirat który rzucił butelką w Carlla mężczyzna wstał, na podłodze leżało pełno szkła podniósł jeden kawałek i zrobił silne nacięcie na skórze pirata. Adele znała możliwości Carlla i natychmiast do niego podeszła każąc mu usiąść. Jenelle postanowiła, że zobaczy jak wygląda rana jej towarzysza.
- Po co rzuciłeś w niego tą butelką Peter?- spytała Jenelle klęcząc przy rannym.
- Ale ja wcole żem go nie rzuucił- powiedział Peter, a Jenelle zakasłała, gdy wypowiedział te zdanie odór rumu rozniósł się jeszcze bardziej po dolnym pokładzie, Peter był po prostu pijany. Jenelle wiedziała, że nie ma sensu z nim w ogóle w takim stanie mówić więc kazała mu się nie ruszać i wybiegła po wodę utlenioną i bandaże. Następnie ukucnęła przy Peterze wzięła pokaleczoną dłoń i w ranę wlała kilka kropel wody utlenionej, pirat zasyczał z bólu. Gdy Jenelle oczyściła ranę zawinęła bandażem.
- Dobrze, masz to nosić póki rana się nie zagoi- powiedziała stanowczo. Peter nie stracił dobrego humoru i od razu zabrał się za picie kolejnej butelki rumu. Jenelle zastanawiała się jak tu musiało wyglądać gdy jej nie było na pokładzie. Zrezygnowana usiadła na swoje miejsce.
- Dobrze, więc jak wyglądają Wasze wypady na tą wyspę?- spytała po chwili.
- Płyniemy, osoby które zostały wybrane szorują pokład, reszta wychodzi na ląd i gdy szorujący szybko się uwiną wychodzą na wyspę. Tam nie podlegają niczyjej władzy i robimy co chcemy- wyjaśnił jej Larry.
- Aha, rozumiem- odparła Jenelle. – Kto szoruję pokład?
- Zawsze Ci sami – odpowiedział Larry- Ja, Jednooki, George i Flinton.
- W czterech sprzątacie ten statek?- spytała z ogromnym zdziwieniem.
- Niestety- wychylił się pewien mężczyzna. Był wysoki, miał czarne poplątane włosy do ramion jedno oko które było koloru piwnego a drugie zasłaniała czarna opaska.
- Jednooki, taki był rozkaz kapitana a Twoim obowiązkiem jest go wykonać- powiedział Larry.
- Kapitan to straszna szumowina myśli ,że jest kimś bo rządzi na swoim statku?- prychnął Jednooki.
- Przestań! Dave Smith jest najlepszym kapitanem na świecie lecz Tobie widocznie tak się nie szczęściło jak mu- powiedział Larry.
- To łachudra- powiedział Jednooki.
- Tylko Ty masz o nim takie zdanie- wtrącił Flinton. Był bardzo niski, miał bardzo brudną cerę nawet pod światło nie można było się dopatrzeć jego prawdziwej, włosy Flintona wyglądały jak półtorej nie szczęścia sprawiały wrażenie jakby ktoś mu je podpalił i na szybko ugasił. Gdy się uśmiechnął ukazywały się jego brudne, krzywe zęby w tym niektóre z nich były złote.
- Lepiej, że to on jest naszym kapitanem a nie na przykład czarnobrody- wtrącił George, był średniego wzrostu o chudej posturze chłopak.Jego intensywnie zielone oczy widziano nawet w ciemności, jego czarna czupryna była ułożona w artystycznym nieładzie.
- Wolałbym umrzeć przy boku czarnobrodego niż przy Smitha!- zawołał Jednooki groźnie- Pirat zna się na rzeczy jest prawdziwym wzorcem, bez litosny nawet Smith miałby problem z nim wygrać.- powiedział Jednooki. Jenelle słyszała wiele pogłosek o czarnobrodym i wszystkie ją przerażały. Wiedziała że robił wszystko by wzbudzić strach wszędzie gdzie się pojawiał. Poślubił czternaście nastoletnich dziewczyn i rozmieścił je na różnych karaibskich wyspach, wtykał sobie w brodę tlące się ląty których używano by do odpalania strzelb i granatów ludzie określali go jako ,,szaleńca z piekła rodem” .
- Czarnobrody to najgorsza zaraza jaką jego ojciec mógł spłodzić- odezwała się Adele. Wszyscy na nią spojrzeli.
- Służyłem na jego statku przez dwadzieścia lat! Jest kimś wielkim!- Wykrzyczał Jednooki.
- Może i wielkim ale też najgłupszym- powiedziała Adele.
- Zdanie takiej niższości jak Ty mnie nie interesuję. Zaniżasz rangę piractwa.- Odparł Jednooki.
- Za pewne nie powiedziałbyś tego, gdybyś wiedział do kogo mówisz- Jenelle słuchała w skupieniu tej wymiany zdań w głowie mając tysiąc myśli na minutę.
- Dobrze wiem do kogo mówię i nie upominaj mnie bo to moja działka zrozumiano?!- Adele nie odezwała się słowem. Można było powiedzieć, że jest całkowitym przeciwieństwem Jenelle gdyż ta nigdy nie wycofała by się z polu bitwy. Adele jednak postanowiła wstać i spokojnym krokiem udała się do wyjścia na górny pokład. Jenelle wpatrywała się cały czas w puste miejsce gdzie niedawno siedziała Adele i zdała sobie sprawę, że ta musiała pewnie iść się wypłakać więc również wstała po czym wyszła za Adele na górny pokład. Rozglądała się tak długo aż nie ujrzała drobnej skulonej osóbki przy kadłubie. Jenelle myślała nad tym czy podejść czy zostawić ją samą, jednak zdecydowała że podejdzie i obgada sprawę z Adele.
- Co jest ?- spytała łagodnie klęcząc przy skulonej osóbce.
- Nic- odparła krótko Adele.
- Coś jednak jest- stwierdziła Jenelle.- Chodzi o tą sprzeczkę między Tobą a Jednookim?- Adele prychnęła.
- Nie, nie chodzi o to.
- A więc o co?- pytała Jenelle.
- Nie wiem czy chce o tym w ogóle mówić- mówiła Adele.
- Jak chcesz- powiedziała Jenelle wstając- Pamiętaj o tym, że na mnie zawsze możesz liczyć, zawsze Cię wysłucham i pomogę w każdej sprawię.- Jenelle spojrzała jeszcze raz na Adele i zrobiła krok na przód.
- Zaczekaj- powiedziała Adele. Jenelle cofnęła się i spojrzała na dziewczynę. – Chcesz znać prawdę? Całą od samego początku o mnie?- pytała Adele.- Więc w porządku. Czarnobrody to mój ojciec- powiedziała Adele.Jenelle wstrzymała na moment oddech. – Moja mama miała szesnaście lat gdy mnie urodziła na jakieś wyspie. Byłam dla niej tylko ciężarem dla niego zresztą też, ani ona ani on nie pragnęli dziecka, czarnobrody miał pretensję do matki że zaszła w ciąże. W końcu mieli mnie na tyle dość że z czasem odpłynęli razem zostawiając mnie samą, na wyspie nie mieli żadnych wyrzutów sumienia gdy mnie opuszczali. Siedziałam tam trzy dni i trzy noce bez wody i bez jedzenia, pewnego razu podpłynął jakiś statek był tam mój dziadek.Tak zaczęła się moja piracka przygoda. Dowiedziałam się że czarnobrody zostawił moją mamę gdy po raz kolejny zaszła w ciążę. Pisała do mnie listy lecz  wszystkie wywalałam. Kiedyś spotkałam ją na Tortudzę i ominęłam szerokim łukiem.Postanowiłam zostać na Tortudze trochę dłużej załatwiałam sprawy handlowe dla korzyści mojego dziadka.Znów ją spotkałam w jakimś pubie gdzie robiła za nierządnice. Prosiła o rozmowę z początku nie chciałam się zgodzić jednak tak długo błagała że w końcu uległam. Opowiedziała mi jak bardzo żałuję, że mnie zostawiła. Czułam i czuję do niej wielki żal, powiedziałam jej że teraz ona pocierpi tak jak ja. Niech poczuję co to za ból. Popłakała się bardzo a ja wtedy tylko na nią spojrzałam i było to moje ostatnie spojrzenie na własną matkę, przez kilka lat już nigdzie jej nie widziałam. Ponoć zebrała własną załogę i teraz pływa po morzach. Ona tez szuka skarbu Tycherów. Powiedziałam sobie wtedy, że nie mam już matki i nie będę mieć dla mnie po prostu nie istnieję… Jeśli chodzi o czarnobrodego gdy tylko nadarzy się okazja, sama wymierzę mu sprawiedliwość. Przyjęłam nazwisko dziadka bo nie chciałam by miało cokolwiek wspólnego z rodziną przez którą byłam tak znienawidzona- powiedziała ochrypłym głosem. Jenelle nie wiedziała co ma powiedzieć całkowicie ją to zamurowało próbowała sobie wyobrazić siebie na miejscu Adele i poczuła ogromny ścisk w żołądku. Przytuliła Adele i pozwoliła jej się wypłakać lecz przerwało im głośne wołanie:
- TORTUGA!

Karaibska Miłość Rozdział 9

Jenelle milczała. Jej towarzysz miał całkowitą rację, niedługo będzie dorosła i będzie mogła robić to co chce więc nie ma to najmniejszego znaczenia, czy będzie to teraz czy później. Nagle przypomniało jej się, że nie wie jak ma na imię jej nowo poznany pirat.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię?- spytała.
- Carll, miło mi Jenelle, sporo o Tobie słyszałem. Same pozytywy.- powiedział wyciągając do niej przyjaźnie rękę. Jenelle uścisnęła dłoń. Nie była przyzwyczajona do takich powitań ponieważ należała do rodziny szlacheckiej. Bała się, że nie odnajdzie się w nowym świecie który tak kochała. Teraz nie powinna być damą lecz piratką. Zaczęła się mocno zastanawiać co by było gdyby połączyła oba style ze sobą. Nie musiałaby się za bardzo zmieniać a jakaś cząstka nawet najmniejsza przypominała by jej dom. Przypomniało jej się też, że jest syreną i ten fakt spowodował silne ukłucie w jej brzuchu.
-Miło mi, cieszę się, że ktoś mówi o mnie pozytywne rzeczy- Dodała z uśmiechem, Carll odwzajemnił uśmiech.
- Lubię popatrzeć sobie czasem na falę, wtedy odpływam razem z nimi wraz z moimi marzeniami- powiedział powoli przyglądając się wodzie. Jenelle również to lubiła i sama dała się ponieść potężnej fali marzeń. Z swoich myśli wybudził ją wesoły krzyk załogi.
- Tortuga! YEAH!- krzyknął pewien pirat.
- Kurs na Tortugę?- wychylił się kolejny pirat o blond włosach i niebieskich oczach, wyglądał na najmłodszego z załogi. Nagle drzwi od kajuty kapitana otwarły się szeroko i wyszedł z nich roześmiany Dave.
- Tak, kurs na Totugę- powiedział. Jenelle zorientowała się, że długo musiała popaść w zadumę gdyż Carll’a przy niej nie było. Zrobiło jej się trochę głupio, lecz poczuła silne przywiązanie do tego miejsca, aż tak bardzo, że zaczęła śpiewać jedną z swoich ulubionych pirackich pieśni. Miała ona tak aksamitny i piękny głos, że wszyscy z załogi spojrzeli na nią i przez dłuższy czas i wlepiali w nią chciwie oczy. Gdy przestała śpiewać wszyscy jakby natychmiast oprzytomnieli i zabrali się do swoich poprzednio wykonanych prac. Jenelle bardzo zdziwiła nagła chęć zaśpiewania o morzu. W głowie miała słowa i melodię:
Morze, morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze, morze to głębokie wie coś czego nie wie nikt więcej.
Prawdę tylko znajdziesz w morzu, falę są tutaj radosne, a gdy się przysłuchasz, zamiast szumu oceanu usłyszysz piękny głos syren.
Morze morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze morze, to głębokie, wie coś czego nie wie nikt więcej.
Wielką tajemnicę, odkryć chcesz za wszelka cenę. Chcesz znać prawdę? Spójrz głębiej w wodę, ocean niczym oczy, nigdy nie skłamie.
Morze morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze morze, to głębokie, wie coś czego nie wie nikt więcej.
Klucz już znasz, wiesz co potrzeba, po skarb płyń wesoło, spełnij tylko jeden warunek odgadnij zagadkę morza!
Morze morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze morze, to głębokie, wie coś czego nie wie nikt więcej.
Gdy spełnisz wszystkie oczekiwania, nagrodą będzie coś wielkiego. Za Twój trud i spryt głęboki otrzymasz dar niebios.
Morze morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze morze, to głębokie, wie coś czego nie wie nikt więcej.
Domyślasz się  co to? Czy to łza spływa z Twoich oczu? Masz już klucz czegóż chcesz więcej? Płyń po nagrodę prosto w morze!
Morze morze, jest tak głębokie. Kto zna prawdę? Niech ją powie. Morze morze, to głębokie, wie coś czego nie wie nikt więcej.
Jenelle nie wiedziała skąd do głowy przyszła jej melodia i słowa do takiej piosenki. Nigdy w życiu jej nie słyszała, a tu nagle zaczęła ja śpiewać.
W tej chwili podszedł do niej Dave.
- Nie przeszkadzam? spytał.
- Nie, skąd!- odpowiedziała momentalnie się odwracając.
- Płyniemy na Tortugę- oznajmił. – Na pewno jesteś zmęczona, jest już późno. Będziesz spać w mojej kajucie. Tam jest ciepło i nic Ci nie grozi.
- Nie musiałeś- Powiedziała Jenelle. Dave tylko się do niej uśmiechnął.
- Teraz jesteś pod moją opieką, Twój ojciec by mnie zabił gdyby spadł Ci jeden włos z głowy- powiedział Dave.
- Sądzę, że zabiłby Cię przy każdej najbliższej okazji.- powiedziała Jenelle z uśmiechem. Dave zaśmiał się szczerze.
- To z pewnością- Odparł.- Skąd znasz tą piosenka którą śpiewałaś?- Jenelle spojrzała na niego. A jednak to usłyszał, a niech to!
- Nie wiem, nigdy jej nie słyszałam.- odpowiedziała szczerze myśląc jak dziwnie musiało to brzmieć.- Dave popatrzył na nią chwilę w milczeniu i zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów.
- Coś jest nie tak?- Spytała Jenelle łapiąc spojrzenie Dave’a.
- Nie, wszystko gra- powiedział. – Tylko myślę jak by to wyglądało jakby dama w sukience walczyła z mieczem. – Dodał śmiejąc się do siebie.
- To nie jest śmieszne, chcę się nauczyć walczyć- powiedziała a mina Dave’a momentalnie zrzedła.
- Kotku, nie chce wyjść na niegrzecznego- tutaj zaśmiał się szczerze – Ale uważam że dziewczyna i miecz to, totalnie odpada- Powiedział. Jenelle zrobiła obrażoną minę, lecz zaraz potem szybko przywołała się do porządku, nie chciała by Dave widział, że jej zależy, chciała zrobić wrażenie dziewczyny której nic nie obchodzi i która i tak pójdzie po swoje.
- Dobrze-odparła krótko z lekkim uśmiechem. Dave zrobił minę pewną swego, ale na jej nieszczęście Dave był również bardzo sprytny i od razy wyczuł, że coś jest nie tak.
- Słonko, obydwoje sprytni i szaleni ludzie z nas a Ty próbujesz wygrać moją własną bronią? Zmień taktykę- powiedział z uśmiechem. Jenelle się rozzłościła.
- W takim razie! – Krzyknęła- Przyznaj, że nie umiesz walczyć i nie chcesz mnie tego nauczyć bo wiesz jaka jest prawda i boisz się, że ja ją odkryję!- Cała załoga spojrzała na nich z zaciekawieniem. Jenelle bardzo dobrze wiedziała co robi. Chciała by ją usłyszała cała załoga. Dave został zbity z tropu jednak tak łatwo nie uległ cała załoga się z niego po cichu śmiała lecz on miał już gotową ripostę choć na samym początku bardzo go to uraziło.
- Skoro twierdzisz, że kiepsko walczę dlaczego chcesz bym ja Cię nauczył?- zapytał z szerokim uśmiechem. Jenelle się tego całkowicie nie spodziewała, stała w milczeniu.
- Wiesz co? Masz rację! Carll!- zawołała a pirat wychylił się od reszty i podszedł do Jenelle.
- Tak?
- Ty na pewno walczysz lepiej od niego, może Ty mnie nauczysz?- Spytała. Dave szybkim spojrzeniem zmierzył Carlla zobaczył, że dziewczyna wpadła mu w oko więc szybko zanim z jego ust wyszła odpowiedź, Dave wtrącił się między nimi.
- Nie, on nie umie. Ja Cię jednak nauczę- powiedział szybko. Jenelle dopięła swego. Dobrze wiedziała, że Dave był nieuchwytny uczył się walczyć od najlepszych i z wielkim uśmiechem podeszła bliżej do Dave’a.
- Dziękuje kapitanie- powiedziała słodko i niewinnie. Dobrze wiedziała, że mogła wykorzystać swoje syrenie moce ale jednak działanie nie przez czary daje większą satysfakcję z wygranej.
- Ale kapitanie…- zaczął Carll.
- Rób to co Ci kazałem, zajmij się swoim zadaniem. – powiedział Dave.
- Może niech Jenelle zadecyduję kto ma ją uczyć?- spytał Carll.
- Sądzę, że już zadecydowała-powiedział Dave. Carll spojrzał błagalnym wzrokiem na Jenelle. Tej zrobiło się go szkoda ale chciała by to właśnie Dave ją uczył.
- Przykro mi Carll. Na prawdę, ale już wcześniej omówiłam tą sprawę z Kapitanem, tylko teraz chciał się wycofać więc zasugerowałam że Ty będziesz mnie uczył ale jak widzisz. Rozmyślił się- powiedziała Jenelle. Carll pokiwał głowę i odszedł do swoich obowiązków.
Minął tydzień od kąt Jenelle została piratką. Zdążyła już zaprzyjaźnić się z załogą na tyle że to ona była powiernikiem wszystkich tajemnic tego statku i nie tylko. Nie spodobało to się Adele która przyglądała się jej bacznym wzrokiem gdy szła to w tą to w drugą stronę roześmiana z co jakiś czas innym członkiem załogi. Przy pierwszym zmierzeniu wzrokiem Jenelle nie przejmowała się tym jednak gdy zauważyła, że Adele robi to coraz częściej i złośliwej przy dwudziestym drugim zmierzeniu postanowiła że podejdzie do niej i wprost zapyta o co chodzi.
- Adele możesz mi wyjaśnić o co Ci chodzi?- spytała nieco za nerwowo tak, że Adele spojrzała na nią zdziwiona.
- Wiesz o co mi chodzi!- zawołała po chwili.
- Nie wcale! Albo mi wyjaśnisz teraz albo pogadamy troszkę inaczej- powiedziała Jenelle. Adele wyglądała jakby Jenelle całkiem zbzikowała.
- Przecież Ty nie umiesz walczyć!- Powiedziała Adele. – Aaah nie! Zapomniałam! Przecież Ty masz prywatne lekcje z kapitanem! – tu zaśmiała się nerwowo i odgarnęła swoje czarne włosy.
- Co Ty opowiadasz? Nie chodzi mi o walkę i jeszcze ich nie mam zaczynam od poniedziałku!- powiedziała Jenelle. Adele trochę to zbiło z tropu.
- To nie zmienia faktu. Nawet nie próbuj, nie wyobrażaj sobie czegoś więcej z kapitanem on ma już parę dziewczyn w swoim życiu. Byłabyś tylko kolejnym numerem setnym- powiedziała zgryźliwie Adele.
- Czy Ty zdurniałaś?- Jenelle nie wiedziała co powiedzieć. – Jesteś zazdrosna o Dave’a?!- wykrzyknęła.
- Nie jestem o niego!- – Zawołała Adele.- Jestem o Carll’a!- Jenelle odetchnęła z ulgą bo fakt że Dave ma tyle dziewczyn, bardzo ją zabolał ale za to stała się powiernikiem sekretu kolejnej osoby na statku. Adele zakryła usta ręką. Wyraźnie była zdziwiona tym co powiedziała.
- Carll? Podoba Ci się?- Jenelle nagle złagodniała. Cała złość na Adele jej przeszła. Adele pokiwała głową.- No to nie stój tutaj tylko idź pogadaj!
- No ale on woli Ciebie!- powiedziała Adele.
- Nie prawda!- zaprotestowała Jenelle.
- Prawda. Widzę jak na Ciebie patrzy- odparła ze smutkiem Adele.
- Proszę Cię przestań. Ja go traktuje jako przyjaciela i to się nie zmieni. – powiedziała.- Słuchaj zmienię troszkę temat. To co powiedziałaś o Davie to była prawda?
- Nie- przyznała się Adele. – Dave nie znalazł swojej dziewczyny i wciąż ją szuka. To oczywiście nie znaczy, że nie miał przelotnych flirtów ani innych takich, jest typem flirciarza i można powiedzieć że nie szuka dziewczyn na stałe jednak każdy ma swoją inną tezę na ten temat wiem tylko tyle, że wiele dziewczyn o nim marzy więc sprężaj się!- dodała z uśmiechem Adele. Jenelle ucieszyła się że rozweseliła Adele i z ulgą na sercu udały się do załogi by obgadać parę spraw, w końcu niebawem znajdą się na Tortudze.

Karaibska Miłość Rozdział 8

- W koło jest pełno strażników, zajmiesz się nimi podczas gdy ja będę szukać mapy- Powiedziała Jenelle.
- Zrozumiałem- odparł
- No to, już czas!- zawołał Dave i obydwoje chcieli już udać się na poszukiwanie mapy, lecz Daniel poprosił o ciszę.Dziewczyna zerknęła na parkiet, Adele z nim nie tańczyła! Wymieniły ze sobą szybkie spojrzenie. Adele tylko wzruszyła ramionami i zrobiła bezradną minę. Wszyscy przestali tańczyć szeroko wpatrzeni w Daniela.
- Witam Wszystkich tu zebranych, na moim balu. – powiedział Daniel- Jestem niezwykle rad, że przybyło Was tu, aż tylu. Jednak najbardziej ciesze się z przybycia, pewnej dziewczyny, może już kobiety. Jenelle, mówię o Tobie. Każdego ranka budzę się nadzieją, że muszę Cię zobaczyć, każdego wieczora, że muszę Cię dotknąć. Po południu myślę o Twoich pięknych pachnących włosach. Musisz wiedzieć, że kocham Cię. Chcę spędzić z Tobą każdy rok mojego życia. – Tutaj podszedł do Jenelle i uklęknął pokazując jej pierścień z przeźroczystym brylantem – Jenelle. Czy wyjdziesz za mnie?- Jenelle stanęła jak wryta. Zupełnie się tego nie spodziewała. Zerknęła na swoje ojca który stał w milczeniu jakby modlił się o ,,tak’ ‚ Spojrzała na Adele która nerwowo spoglądała na górę gdzie znajdowała się mapa. I w końcu spojrzała na Dave.Nie chciała popełnić tego samego błędu co matka. Wreszcie spojrzała na Daniela. Wszyscy na sali wstrzymali oddechy. Jenelle nie wiedziała co ma myśleć o tej sytuacji, co ma zrobić?  Ma uszczęśliwić tatę, czy samą siebie? Co jest dla niej ważniejsze własne szczęście, czy kogoś. Poczuła, że robi jej się słabo, nie może oddychać i powoli osuwa się na podłogę. Nagle ktoś wybił drzwi, na salę balową wpadło kilkadziesiąt osób- piratów. Goście zaczęli uciekać w popłochu.

Daniel klęczał nad nią i gładził po twarzy, Dave podtrzymał ją żeby nie upadła.Adele stała z przerażeniem wpatrując się w Jenelle. Joseph przepychał się przez tłum ludzi.
- Nic jej nie jest?- pytał.
- Nie, wszystko dobrze. Musi tylko trochę odpocząć. – powiedział ojciec Daniela
- Zanieśmy ją do pokoju, niech trochę odpocznie!- zaoferowała mama Daniela.
- Wszystkie pokoje są zajęte, nie ma gdzie- powiedział Daniel.
- A ten z mapami? – pytała matka
- Tak, to dobry pomysł- powiedział ojciec Daniela- Zaprowadź ją do tego pokoju. Daniel pomógł wstać Jenelle i prowadził szybko przez tłum ludzi którzy walczyli lub uciekali. Poszli na sama górę chmara strażników zbiegała szybko na sale balową. Jenelle i Daniel weszli w drugie drzwi na lewo. Pokój był ogromny. Wszędzie było pełno szafek wysokich i szerokich na cała ścianę. Znajdowały się na niej różne zwoje i mapy. Daniel położył ją na łożu.
- Tu będziesz bezpieczna- powiedział łagodnie Daniel i wyszedł zamykając cichutko drzwi. Jenelle do tej pory nie wiedziała co tak dokładnie się wydarzyło. Gdy sobie przypomniała rozbolał ja brzuch i głowa. Nie miała zamiaru siedzieć bez czynnie. Rozejrzała się po pokoju.
- To tutaj- powiedziała szeptem z lekkim uśmiechem. Wstała może trochę za szybko, bo zakręciło jej się w głowie i upadła z powrotem na łóżko. Nie dała za wygraną podniosła się jeszcze raz, nieco wolniej i stanęła na własnych nogach. – Mapa! Gdzie ona jest? Jak wygląda?- mówiła Jenelle rzucając się na pierwszą lepsza półkę, nie znalazła tam żadnych map. W pospiechu przeszukała już każdą półkę jaka była na jej wysokości. Zerknęła na sama górę. Coś rzuciło jej się w oczy. Była to niebieska mapa ze złotymi detalami. Rozejrzała się po pokoju zobaczyła drabinę, przysunęła ja lecz wciąż była za niska. Na biurku ujrzała trzy grube księgi, poszła po nie i ustawiła na drabinie. Weszła chwiejąc się. Wiedziała, że jak spadnie to już po niej. Wyciągnęła rękę już by ją miała, lecz nagle ktoś wyważył drzwi. Jenelle zauważyła, że to strażnicy, od razu rzucili się na złodziejkę Jenelle straciła równowagę i upadła na stos map które sama porozrzucała. Ku jej zdziwieniu nic się jej nie stało.Strażnicy już chcieli ja pojmać lecz w porę do pomieszczenia wpadli piraci którzy pomogli dziewczynie. Jenelle ustawiła w pośpiechu jeszcze raz drabinę i książki, weszła i sięgnęła po niebieska mapę. Szybko ja rozwinęła wyglądała tak jak sobie wyobraziła.
-Tak! To ta!- zawołała uradowana. – Mamy ją!
- Mamy mapę?- spytał jeden z piratów.
- Tak – odparła śmiejąc się.
- No to szukajmy kapitana i zjeżdżajmy- powiedział drugi i wszyscy łącznie z Jenelle wylecieli z pokoju jak z procy na sale balową. Dave walczył zacięcie z czterema oficerami, Adele walczyła z dwoma i cała reszta innych tez miała swoich przeciwników. W tle zobaczyła swojego ojca.
- Jenelle!- zawołał
- Nie martw się o mnie, poradzę sobie! – krzyczała do Josepha.
- Już czas- powiedział jeden z piratów czule. Jakby wiedział ile te rozstanie może dla niej znaczyć. Jenelle kiwnęła głową i podbiegła do Dave’a i Adele.
- Mam mapę, ruszamy- powiedziała Jenelle. Obydwoje momentalnie zakończyli walkę i zabrali się do ucieczki. Jenelle biegła za nimi.
- Jenelle do kąt to?!- Wołał ojciec. Jenelle ani się nie obejrzała. Łzy zaczęły jej spływać po policzkach co pogarszało jej widoczność. Na dworze było i tak już wystarczająco ciemno. Daniel, matka i ojciec Daniela oraz Joseph ruszyli za Jenelle. Dziewczyna wyprzedziła kapitana i Adele.
- Na plażę! – powiedziała Adele
- Gdzie tu jest jakaś plaża?!- zawołała Jenelle.
- W lewo- powiedział Dave i uważaj tam. Jenelle dopiero w połowie drogi zdała sobie sprawę dlaczego. Była to góra, bardzo stroma i prowadząca przez krzaki jarzyn.Jenele udało się bez szwanku wyjść z całego zagrożenia. Dave wszedł na statek jako pierwszy, za nim Jenelle i Adele zaraz później cała załoga.
- Stawiać żagle!- krzyknął Dave- Wyciągnąć kotwice!.- Załoga posłusznie wykonała rozkaz.
- Jaki kurs kapitanie?- spytał jeden z piratów
- Na wschód!- Statek zaczął płynąć Jenelle poszła na dziób statku i tam na plaży zobaczyła Josepha, Daniela i jego rodziców. Dla Josepha był to wstrząsający widok, bo widziany ponownie. Ta sama sytuacja, na tej samej plaży uciekła mu jedyna kobieta która kochał, teraz zrobiła to jego córka. Daniel nie wiedział co powiedzieć.

- Przepraszam ojcze!- wiatr poniósł piękny ton tego głosu. Jenelle z rozwianymi włosami stała tam tak długo, aż ląd całkowicie nie zniknął jej z pola widzenia.Nagle podszedł do niej pirat który na balu powiedział jej, że już czas uciekać. Miał czarne włosy, niebieskie oczy i ubrany był w pirackie łachy.
- Spokojnie, wrócisz do nich gdy będziesz chciała. Coś się kończy i coś się zaczyna. Właśnie zaczęła się Twoja historia, teraz Twoja kolej przeżyć przygodę. Od Ciebie będzie tylko zależało, jak ją przeżyjesz.- powiedział powoli.

Karaibska Miłość Rozdział 7

- Długo mam czekać na odpowiedź Jells?- spytał
- Nie nienawidzę. Po prostu nie kocham Cię na tyle by być Twoją żoną.
- Ale jednak, w pewnym stopniu jakoś kochasz- stwierdził Daniel. Jenelle z trudem powstrzymała się by nie wywrócić oczami.
- Nie kocham- powiedziała.
- Wypieranie się, jest największym dowodem- powiedział z uśmiechem Daniel. Jenelle już nic nie mówiła, nie chciała popaść w furię. Gdy tylko skończył się utwór grzecznie podziękowała i oddaliła się do ogrodu. Usiadła na fontannie gdzie zaczęła gorączkowo myśleć jak dostać medalion Adele. Może wcale nie będzie potrzebować do tego siły? Może uda jej się z nią porozmawiać na ten temat. Ale nie sądziła by dała jej dobrowolnie jedyną pamiątkę po swoim dziadku.Trzeba wymyślić jakiś plan. W planach jesteś dobra. Myśl. Naglę wpadła na pewien pomysł. Szeroko się do siebie uśmiechnęła i weszła z powrotem na salę. Przechodziła między tłumem tańczących aż w końcu usiadła na swoje miejsce.
- Przepraszam, długo mnie nie było. Musiałam się trochę przewietrzyć. Ten gorset- powiedziała Jenelle.
- Oczywiście, nie ma sprawy dziecko- odpowiedziała mama Daniela. – Ja w Twoim wieku też nie mogłam przyzwyczaić się do gorsetu. – Jenelle się uśmiechnęła.
- Adele- dziewczyna odwróciła się. – Powiesz mi chociaż jakie jest pochodzenie tego medalionu?- spytała Jenelle. Adele bardzo się zmieszała.
- Teraz ja muszę wyjść na chwilkę się przewietrzyć. Zaraz wracam- powiedziała z uśmiechem Adele dając znak oczami Jenelle by wyszła wraz z nią.
- Mi też świeże powietrze nie zaszkodzi. – oznajmiła Jenelle i poszła wraz z Adele.
- Po co Ci wiedzieć o tym wszystkim?- Spytała Adele gdy znalazły się w ciemnym już ogrodzie.
- To nie istotne, istotne są dla mnie te informacje które właśnie Ty posiadasz- powiedziała Jenelle. Dziewczyna zamyśliła się na moment po czym westchnęła.
- No dobra. – powiedziała- Jak już wcześniej powiedziałaś na obradzie przeciwko piratom, w moich żyłach płynie piracka krew. W Twoich zresztą też. Mój dziadek podróżował wraz swoją załogą szukają skarbu Tycherów. Byli to bardzo rozumni ludzie, a raczej plemię wierzące w swojego bożka Tycherisowna- stąd ich nazwa. Modlili się na swojej świętej górze Alkalanie. Tam zapalali ogień i przywozili jadło dla swojego bożka. Gdy był zadowolony odpłacał się czymś w zamian a mianowicie medalionem. Za każdym razem zostawiał puste talerze od jedzenia jednak zawsze można było znaleźć tam medalion. Po kilkunastu latach, Tycherowie uzbierali tych medalionów tak dużo, że każdy z plemienia miał swój własny. Wierzyli że dzięki niemu są silniejsi i mają moc o jakiej kiedyś mogli sobie tylko pomarzyć. Gdy jednak na ich ziemię najechali Anglicy zniszczyli ową świątynie oraz wszystkie medaliony, jakie istniały mieli też rozkaz zabić Tycherów.Wśród Anglików był mój dziadek, który nie chciał im robić krzywdy. Odwrócił oddziały a plemię w zamian za wdzięczność oddało mu swój jedyny jaki pozostał medalion. Kryję on w sobie wielką moc, dla tego kto go nosi.Legendy głoszą też, że medalion otwiera specjalne przejście do ostatniego skarbu Tycherów, którego schowali w ich krainie po najaździe Anglików. Następnie kraina w jakiej żyli, przez wszystkie trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów na którym to znajdowała się Alkalana, kraina- Kairehears zatonęła. Ponoć tylko raz w roku, gdy księżyc zakrywają czarne chmury a gwiazdy zaczynają spadać z nieba, wulkan budzi się do życia, wskazując drogę. Ponoć tylko wtedy duchy zmarłych Tycherów budzą się do życia, by chronić swego skarbu na zawsze. – skończyła opowiadać Adele.
- Kiedy jest ten dzień ?- spytała Jenelle.
- Dokładnie za sześć miesięcy- odparła Adele.
- Świetnie, czy mogłabyś mi go na te chwile… – zaczęła Jenelle.
- Nie mogłabym- przerwała Adele. – Przez kilkadziesiąt lat szukałam załogi która pomogła by mi odnaleźć ten skarb. Ja mam medalion, Ty załogę. To jak? Umowa stoi?- spytała Adele. Jenelle wiedząc, że jest to jedyne dobre rozwiązanie postanowiła się zgodzić.
- Zgoda, ale skarbem dzielimy się WSZYSCY równo- odparła Jenelle.
- Oczywiście- powiedziała Adele.
- Wiesz jak się tam dostać? – Adele uśmiechnęła się.
- Nie, do tego potrzebna jest mapa,  ale znam kogoś kto daną mapę posiada.
- Kogo? – Adele na chwilę zamilkła.
- Tą mapę posiada Daniel- odparła krótko. Jenelle myślała, że serce zaraz jej stanie.
- Daniel?- wychrypiała.
- Tak. – odparła Adele. -Tylko nie wie do czego ona służy, widziałam ją raz gdy pokazywał ją na obradzie przeciwko piratom. Myślisz, że przychodziłabym tutaj i na te cholerne obrady gdyby nie on i ta mapa?
- Gdzie ją chowa? – spytała Jenelle.
- W pokoju jego ojca. Jest tam biblioteczka i zbiór map, trzeba się do niej dostać.
- Jak mam to zrobić?- spytała żywo Jenelle.
- Ty? – Adele zamyśliła się – Odwrócę uwagę wszystkich podczas gdy Ty udasz się na przechadzkę po domu. Uważaj wszędzie mogą być strażnicy.
- Jasne- powiedziała Jenelle.- Jak wygląda ta mapa?
- Jest jasno niebieska a wszelkie linie tam narysowane są złote- powiedziała Adele. Jenelle próbowała sobie ową mapę wyobrazić.- A teraz idziemy jak gdyby nigdy nic, siadamy przy stole, chwile z kimś potańczymy, później od razu działamy. – powiedziała Adele. Jenelle kiwnęła głową na znak że zrozumiała i ruszyły w kierunku sali balowej. Znowu przepychały się wśród tłumów tańczących i usiadły do stołu.
- Już jesteśmy- oznajmiła Adele. Dziewczyny usiadły na swoje miejsca.
- Zatańczymy? – spytał Daniel Jenelle.
- Oczywiście- odparła i udali się w stronę parkietu. Adele też poszła z kimś tańczyć, tańczyli blisko siebie by móc się wzajemnie obserwować. W tej chwili na sale wszedł Dave Smith w przebraniu nie jako woźnica ale jako mężczyzna który został zaproszony na bal. Spojrzeniem uchwycił Jenelle i podszedł do niej.
- Odbijamy- odparł- Czy pani pozwoli?
- Z miła chęcią – powiedziała głosem jakim jeszcze nigdy nie mówiła do żadnego mężczyzny. Daniel był oburzony całą tą sytuacją,ale usiadł na swoje miejsce przy stole. Rzuciła Adele szybkie spojrzenie by poszła zaprosić Daniela do tańca. Wiedziała, że się zgodzi bo chciał zrobić Jenelle na złość.
- To ona ma medalion- powiedział Dave.
- Tak, już z nią rozmawiałam. Opowiedziała mi całą legendę i zaoferowała pomoc. Ona ma medalion my mamy załogę potrzebujemy tyko mapy.
- Sprytnie to rozegrałaś – pochwalił ją Dave. – Wiesz w czyim posiadaniu znajduję się teraz mapa?
- Tak- odparła- Jest tutaj, musisz mi pomóc Dave- oznajmiła Jenelle.
- Służę pomocą- odparł z uśmieszkiem.

Karaibska Miłość Rozdział 6

Jenelle gdy tylko znalazła się w domu zaczęła grać spokojną, była to dobra mina do złej gry.
- Skarbię, wyjeżdżamy za dziesięć minut- powiedział Joseph.- Święty Boże! Idź się zobacz do lustra! Włosy rozwiane i makijaż Ci spływa!
- Oh- wyjąkała- Ja pójdę się ogarnąć- powiedziała biegnąc na górę do swojego pokoju.
- Tylko pamiętaj! Masz dziesięć minut!- krzyczał za nią Joseph. Jenelle poszła do łazienki, wzięła ekspresowy prysznic, ubrała się, uczesała oraz pomalowała. Z wszystkim zmieściła się w określonym czasie.Diana zawiązywała jej gorset.
- Nie tak mocno!- wołała Jenelle z trudem łapiąc oddech. Diana nieco rozluźniła ale Jenelle wydawało się, że tylko bardziej zawiązała bo oddychało jej się gorzej niż wcześniej. Szybko podeszła do toaletki wyciągając zielony ogromny wachlarz. Wachlowała się nim tak szybko jak tylko potrafiła. Zeszła po schodach nic nie mówiąc za to nadal nadmiernie się wachlując. Wachlarz wydawał taki dźwięk jakby skrzydła gołębia.
- Ślicznie. Jesteś śliczna kochanie- powiedział do swojej córki, ona tylko pokiwała głową. – Ty również Diano. Wyglądasz tak inaczej.
- Dziękuję- powiedziała i zaśmiała się cichutko. Wszyscy razem udali się do kabrioletu zaprzężonym w kare konie.
- Jenelle co Ci jest?- spytała w końcu gdy Jenelle zrobiła się cała purpurowa na twarzy.
- Gorset- wychrypiała – Jest za mocno! – powiedziała i o mało co nie zemdlała. Diana rzuciła się by rozwiązać szybko supły. Jenelle odetchnęła z ulgą.- Dziękuję – powiedziała gdy Diana zawiązała gorset, nieco luźniej.
- Podróż mamy troszkę dłuższą- odezwał się Joseph. – Będzie trwać godzinę. – Nie zrób mi wstydu Jells, tam będzie cała jego rodzina.
- Sądzę, że i tak się o niej już trochę dowiedzą, będą tam również wszyscy z obrad przeciwko piratom. – oznajmiła Diana.
-Skąd wiesz?- spytał Joseph.
- Słyszałam jak mówił do swojego człowieka.- oznajmiła Diana.
- No to coś wymyślimy- odparł Joseph.
- Pewnie. Powiedźcie, że mam nierówno pod sufitem, że oszalałam zrozumieją moje wahania nastrojów.- powiedziała z ironią Jenelle.
- Wystarczyło by im powiedzieć, że panienka miała ‚te dni’ – uśmiechnęła się Diana.
- Diano to pod żadnym względem nie było śmieszne!- odparł zmieszany ojciec. Diana zachichotała, a chichot przeobraził się w totalny napad śmiechu. Jenelle również się śmiała, na końcu śmiał się nawet sam Joseph. Śmiali się tak głośno, że nawet woźnica zerknął co się dzieję. I w tym momencie Jenelle wcale nie było do śmiechu. Ujrzała Dave’a Smith’a we własnej osobie!. Mrugnął do niej porozumiewawczo, podczas gdy ona stanowczo kręciła głową na znak ,, nie ‚ ‚ .
- Co Ty tu robisz?! To miało być moje zadanie!- krzyczała szeptem, Dave tylko się uśmiechnął.
- I będzie – odparł również szeptem – Zaufaj mi – powiedział i odwrócił się z powrotem. Gdy Diana i Joseph przestali się śmiać, w kabriolecie nastała cisza. Nagle zauważyła, że konie zwalniają, aż w końcu powóz stanął. Przebrany za woźnice Dave otworzył drzwiczki pierwszy wyszedł Joseph. Następnie Diana- Dave pomógł jej zejść i na końcu oszałamiająco piękna Jenelle. Ujął jej dłoń i lekko pocałował po czym z wielką starannością pomógł jej zejść. Joseph nie był z tego powodu zadowolony.
- Jesteś zwykłym woźnicą, jak śmiesz!- zawołał.
- Tato przestań- powiedziała Jenelle.
- Zielona?-  zakpił Dave tak by usłyszała to tylko ona- Pięknie Ci i w tej sukni, ale nie lubię tego koloru. Wole:
- Karaibski błękit- powiedzieli razem, spojrzeli na siebie i się szczerze zaśmiali.
- Już pora iść – powiedział Joseph niecierpliwie.
- Już idę- powiedziała Jenelle i poszła wraz z Dianą i Josephem. Przeszli przez ogromną złotą bramę idąc kawałek ogrodem gdzie były posadzone piękne krzewy, drzewa i gdzie nie gdzieś fontanny. Gdy przeszli przez ogród strażnicy otworzyli im masywne drzwi. Znaleźli się w holu, który był schludny i czysty poszli schodami które znajdowały się na wprost i z góry zobaczyli ogromna salę balową. Przy ścianach znajdowały się stoły a parkiet zapełniony był tłumem tańczących. Na środku stał pewien mężczyzna który w ręku trzymał długą listę. Joseph podszedł do niego i przedstawił się. Mężczyzna przemówił donośnym i głębokim głosem.
- Joseph Evans – kilku tańczących spojrzało się w jego stronę, następna poszła Diana.
- Diana Berns- w jej stronę obróciło się trochę więcej ludzi na Josepha. Jako ostatnia poszła Jenelle. Przedstawiła się. Mężczyzna był w nią wpatrzony jak w obrazek musiał potrząsnąć głową by odwrócić uwagę od jej kuszących oczu, włosów i zgrabnej figury która podkreślała dobrze dobrana sukienka.
- Jenelle Anne Evans- powiedział mężczyzna, tym razem odwrócili się wszyscy. Jenelle stąpała lekko po schodach w końcu znalazła się na dole. Wtedy zrobiono rząd by mogła przejść do Daniela oraz jego rodziców. Czekali już tam na nią Diana i Joseph. Kilka dziewczyn które mijała mierzyły ją wzrokiem. Jedna musiała potrząsnąć swojego mężczyznę by przestał patrzeć na Jenelle.
- Witam Jenelle – powiedziała matka Daniela. Była to szczupła blondynka o niebieskich oczach oraz z zawsze towarzyszącym jej uśmiechem.
- Dzień dobry! Jakże mi miło państwo widzieć- powiedziała witając się najpierw z matką Daniela później z ojcem który był nieco pulchniejszy od matki ale bardzo przystojny. Z czarnymi oczami i włosami. Jenelle chciała pominąć Daniela, ale uznała, że tak nie wypada przy jego rodzinie, więc wesoła jak gdyby nigdy nic podeszła do niego.
- Witam ponownie Daniel- powiedziała aksamitnym i miłym głosem.
- Dzień dobry Jells- odparł.
- Długo oczekiwaliśmy państwa przyjazdu – oznajmiła mama Daniela.
- Tak, długo się jedzie od nas do Waszego domu- przyznał Joseph. – Mam nadzieję, że przez to nasze stosunki się nie zmieniły?
- Ależ skąd- powiedział ojciec Daniela- Jesteśmy porządnymi ludźmi więc tak się zachowujmy.
- Naturalnie- stwierdził Joseph.
- Chodźcie, nie będziemy tutaj tak stali, zajęliśmy Wam miejsce przy naszym stole- wskazała Matka Daniela na jeden z największych stołów. Był on ustawiony tak by widziano wszystko co się dzieje na sali. Zajęli tam swoje miejsca. Jenelle naturalnie siedziała koło Daniela. Przy stole siedzieli sami ludzie sukcesu. Między innymi biskup, oficerzy, gubernatorzy i wszyscy członkowie narad przeciwko piratom. Jenelle spostrzegła Adele Milton rozmawiającą właśnie wraz z Josephem. Na jej szyi wisiał złoty medalion z ozdobna literą T z niebieskich rubinów.
- Jenelle dawno nie widziałem Cię u nas w kościele- powiedział biskup, wszyscy zamilkli.
- Tak to prawda. Nie było mnie tam bo nie wierzę w Boga- oznajmiła, wszyscy wybałuszyli na nią oczy. Biskup zamilkł. – W takim razie w co wierzysz?
- Wierzę, że istnieję najgorsze zło, ale to nie jest żaden diabeł, tylko my- ludzie. – odparła Jenelle.Wierzę, że istnieje dobro, ale nie ma takiego czegoś jak Diabeł czy Bóg.- Wszyscy wpatrywali się z nią z wielkim oburzeniem. Tylko Adele w tym przypadku zachowała powagę.
- Ja uważam, że to bardzo dobrze, że jesteś pozytywnie inna niż wszyscy. Każdy powinien spróbować czegoś nowego w swoim życiu- poparła ją Adele.
- Dziękuję Adele- powiedziała Jenelle, dziewczyna się uśmiechnęła.
- Nieźle dałaś do pieca podczas obrady – powiedziała z uśmiechem.- Ale miałaś racje.
- Co?- powiedział Daniel- Proszę nie zaczynajcie tu kolejnej obrady.
- Dobrze, Daniel ma rację- stwierdziła Jenelle- Adele, właśnie na tej naradzie zauważyłam u Ciebie prześliczny medalion o! dokładnie taki sam jaki masz teraz. Powiesz mi gdzie go kupiłaś? – Spytała Jenelle, dobrze wiedząc że Adele go nie kupiła.
- Nie kupiłam, odziedziczyłam po ojcu, mawiał mi że ten medalion może odmienić świat ludzi, jakich inni znienawidzą- odparła.
- Rozumiem, bardzo ciekawy- pochwaliła Jenelle. – A mówił Ci czasem do czego on służy? Jakie jest jego znaczenie?
- Myślę, że nie wypada pytać o takie rzeczy- powiedziała Mama Daniela gdy Adele już otwierała usta by odpowiedzieć.
- Ma pani rację, przepraszam- powiedziała Jenelle z udawaną grzecznością.
- Jenelle, może zatańczymy? – spytał Daniel.
- Tak, nie mam nic przeciwko- powiedziała wstając i ruszając na parkiet. Daniel objął ja w tali i zaczęli tańczyć. Jej ruchy były zgrabne, tańczyła lekko i z gracją której pozazdrościć mogła jej nawet baletnica.
- Cóż to za oaza stoickiego spokoju?- spytał Daniel
- Nie chcę wybuchnąć gniewem, mogłabym wtedy rozwalić cały bal- odparła Jenelle.
- Naturalnie, lepiej Cię nie denerwować. – powiedział Daniel.- Powiedz mi, za co mnie tak nienawidzisz? Co Ci we mnie nie odpowiada?- Jenelle zaschło w gardle. Nie wiedziała do odpowiedzieć. Wpatrywała się w czarne oczy Daniela.

Karaibska Miłość Rozdział 5

Jenelle przez cały czas myślała o słynnym piracie. Był bardzo podobny do niej, zastanawiała się czy w owym rozbójniku nie znajdzie pokrewnej duszy. Gdy wróciła do domu, od razu udała się do sypialni, położyła na łóżko i natychmiast zasnęła. Obudziła ją Diana, która przyszła by ubrać dziewczynę.
-  Ty jeszcze śpisz? Wstawaj! Coś Ty robiła w nocy?!- pytała Diana.
- Diana! Co Ty tu u diabła robisz?!- zawołała wkurzona Jenelle, była śpiąca, miała ochotę się wyspać przed najazdem piratów.
- Twój ojciec kazał mi panienkę obudzić- powiedziała Diana.
- Czy on do końca zwariował!? Myślałam, że w końcu skończył z tym ‚projektem’ ochronnym mnie!- powiedziała wstając z łoża i udając się w pośpiechu do drzwi. Zostawiła zmieszaną Dianę samą w pokoju po czym udała się do sypialni ojca.
- Tato!- zawołała już od progu- Myślałam, że już skończyłeś z tą ochroną! Ja mam siedemnaście lat! SIEDEMNAŚCIE! Sama potrafię o siebie zadbać! Przestań nasyłać na mnie niańki bo ich już NIE POTRZEBUJĘ!- krzyczała Jenelle.
- Pozwala sobie pan na takie zachowania?- zdziwił się stojący przy biurku Daniel. Jenelle stanęła jak wryta, w głowie miała tysiąc myśli na minutę, każde miały ten sam cel.
- Córciu, wybacz mi. Przepraszam za wszystko- powiedział Joseph. Jenelle wiedziała, że za słowem ‚wszystko’ kryję się oszukiwanie jej oraz dziwaczne projekty ochrony.
- Wybaczam, ale tato, proszę nie rób tego więcej- powiedziała błagalnym tonem.
- Nie przywitasz się ze mną? – wtrącił szybko Daniel.
- Nie widzisz, że rozmawiam?!- powiedziała Jenelle.
- Spokojnie Jells, to nic takiego- powiedział Joseph.
- Więc jak, przywitasz?- pytał Daniel.
- Nie, ale byłabym rada gdybyś opuścił mój dom i dał mi wreszcie święty spokój. – wycedziła Jenelle przez zaciśnięte zęby.
- Złotko, niedługo zostaniemy małżeństwem, uważam że nie proszę o zbyt wiele gdy mówię żebyś zwracała się do mnie z należytym szacunkiem- odparł Daniel. Jenelle myślała, że zaraz wybuchnie.
- Nie zostanę Twoja żoną nigdy! – powiedziała – I tak, prosisz o bardzo wiele.
- Kochani przestańcie- powiedział Joseph. Dobrze wiedział, że Jenelle nie kocha Daniela, ale miał cichą nadzieję, że to się zmieni. Daniel Lasamaria był bardzo dobrą partią.
- Dobrze, to ja już pójdę- odparł- Zobaczymy się za kilka godzin- powiedział Daniel i ucałował Jenelle w czoło po czym wyszedł z pokoju.
- Co to miało znaczyć?- spytała Jenelle.
- Dzisiaj wybieramy się na bal,który organizuję Daniel. – odparł Joseph.Dziewczynie serce podskoczyło do gardła.
- W jakim to celu?- spytała Jenelle.
- Toż to potrzeba celu by zaprosić kogoś na bal?- spytał Joseph.
- Nie, ale…
- Jest jakiś problem?- Jenelle długo myślała nad odpowiedzią. Chciała powiedzieć ,,tak” ale nie mogła wtedy wszystko by się wydało, a ojciec nie pozwolił by jej iść w ślady matki.
- Nie- odparła cicho.
- No to świetnie! W pokoju, w szafie wisi Twoja nowa sukienka, którą powinnaś założyć. Jest zielona, Daniel bardzo lubi ten kolor z pewnością się ucieszy.
- Mam zakładać sukienkę która ma kolor którego nie cierpię?!
- Tak dokładnie. Rodzina Lasamiaria jest bardzo ułożona, liczę, że swoim zachowaniem nie zrobisz mi przy nich wstydu.
- Ależ skąd- powiedziała od niechcenia Jenelle.
- Bal jest za trzy godziny, radzę Ci się już szykować- powiedział z uśmiechem.- Wiem, że nie zmieścisz się w godzinie- Jenelle stała jak wryta co będzie gdy załoga Dave’a zaatakują a ich nie będzie? Nagle wpadła na pewien pomysł. Wyszła z pokoju i udała się do łazienki. Wzięła kąpiel i ubrała się w sukienkę, która została jej uszykowana. Tak jak wspomniał jej ojciec, była koloru zielonego jak zwykle wyszywana kosztownymi klejnotami. Następnie zawołała Dianę.
- Tak pani?- spytała Diana.
- Jak wyglądam?- Jenelle zadała te pytanie bardzo szybko.
- Jak zwykle pięknie, tylko co zamierzasz zrobić z włosami?
- Rozpuścić, niech będą choć raz naturalne- powiedziała Jenelle podchodząc do toaletki. Wzięła szczotkę i zaczęła rozczesywać długie, lśniące włosy, Miała zmysłowe loki.
- Cudownie panienka wygląda- Stwierdziła Diana.
- Dziękuję- odpowiedziała.- Diano? Ty też się wybierasz na ten bal?
- Ja? Skąd! Mi nie wolno.
- Kto tak powiedział?
- Pani ojciec.
- Skoro tak bardzo pragnął dla mnie niańki, życzę sobie by Diana też jechała tam wraz ze mną.
- Naprawdę nie trzeba- mówiła Diana
- Siadaj- powiedziała krótko Jenelle wskazując na krzesło przy toaletce. Diana usiadła a Jenelle zaczęła czesać jej włosy i malować. Po godzinie Diana wyglądała prześlicznie. Jej włosy były spięte w duży kok, grzywka na bok rozchodziła się jej po czole. Usta Diany dzięki szmince stały się bardziej czerwone i większe. Oczy podkreśliła czarnymi kreskami. Następnie wyciągnęła z szafy pewna niebieską sukienkę której nie miała na sobie ani razu i podała ją Dianie.
- Nie mogę tego włożyć- powiedziała.
- Możesz możesz, bo to Twoje- odparła Jenelle z uśmiechem.Wręczając sukienkę Dianie. Po kilku minutach Diana była już gotowa.
- Świetnie, zwalniam Cię od Twoich dzisiejszych obowiązków. Dziś masz się tylko dobrze bawić. – powiedziała Jenelle uśmiechając się. Diana odwzajemniła uśmiech.
- Dziękuję – odparła. W tej chwili do pokoju wpadł odświętnie ubrany Joseph.
- Jenelle jesteś gotowa?- spytał.
- Tak jesteśmy gotowe.
- Diana Ty też jedziesz?
- Tak, pozwoliłam jej na to, ma jechać i się dobrze bawić- powiedziała Jenelle.
- No dobrze- odparł Joseph- Za godzinę wyjeżdżamy. Musimy dostać się tam na czas. Jenelle kiwnęła głową a Joseph wyszedł z pokoju.
- Ja idę na plażę a Ty rób co chcesz- powiedziała Jenelle z uśmiechem.
Na plaży nie było nikogo widać, ale Jenelle wiedziała o wszystkich występkach Dave’a i wiedziała o tym że musiał tu gdzieś być, tylko bardzo dobrze ukryty.
- Myśl jak Dave – mówiła sama do siebie i nagle coś przykuło jej uwagę. Był to duży krzak który na pierwszy rzut oka wyglądał jak każdy inny ale w tym wypadku miał nogi! Momentalnie udała się w jego kierunku. – Wiem, że tu jesteś- powiedziała. Zza krzaków wyszedł Dave.
- Skąd? – spytał
- Nogi- powiedziała- Jest problem.
- Wiem- powiedział Dave- Jeden człowiek z mojej załogi robiący za pluskwę wszystko usłyszał- Dave uśmiechnął się szeroko.
- Teraz jestem obserwowana nawet przez piratów?
- Spokojnie złotko, to dla Twojego dobra.
- Możliwe. Jak to jest, że nie widzę nigdzie Twojej załogi, ale widzę Ciebie?
- Ależ moja załoga jest wszędzie. Mijasz ich za każdym razem to strażnicy. Oni smacznie śpią podczas gdy moi ludzie paradują w tych śmiesznych ubraniach- powiedział z rozbawieniem Dave.
- Zwracam honor Dave, nie sądziłam, że jestem AŻ TAK sprytny.
- Dziękuję dziękuję – powiedział lekko się kłaniając.
- Powiedz mi, czego właściwie szukasz.
- Co?
- Przy naszym pierwszym spotkaniu powiedziałeś, że mamy coś czego potrzebujesz. Co to jest?
- Medalion Tyherów- powiedział.
- Że jak?
- Medalion Tyherów. Jest tutaj. Wiem o tym tylko nie wiem gdzie.
- Jak wygląda?
- Jest cały ze złota, niebieskie rubiny układają się w literę T
- Widziałam kiedyś coś takiego. – Jenelle próbowała sobie przypomnieć i nagle sobie uświadomiła. – Adele Milton.
- Słucham?
- Adele Milton- powiedziała głośniej- Była na obradzie przeciwko piratom. Jenelle dobrze pamiętała tą ładną dziewczynę o czarnych długich włosach i bladej cerze. Wtedy wpatrywała się w Jenelle z oburzeniem. Nie ma co się jej zresztą dziwić. – Ona na pewno będzie na balu na który się wybieram!
- Z medalionem?- spytał Dave,
- Ona nigdy go nie zdejmuję.
- Świetnie no to jadę z Tobą- powiedział ochoczo Dave.
- Skąd, że znowu!- powiedziała Jenelle.
- Słuchaj złotko, ja wiem, że masz potencjał i w ogóle, ale…
- Dam radę! – zapewniała Jenelle.- To jest okazja bym mogła się wykazać. Zobaczę czy mi się uda, daj mi szanse- błagała Jenelle.
- No dobra!
- Super!
- Ale jak dasz plamę!- ostrzegł Dave.
- Nie dam- zapewniała Jenelle – A teraz wracam do domu. Zaraz będę wyjeżdżać.
- Dobrze, to idź – powiedział Dave.
- Do zobaczenia!- powiedziała Jenelle i pobiegła w stronę domu.

Karaibska Miłość Rozdział 4

Joseph ponownie schował twarz w dłoniach. Jenelle stała spokojnie, lecz po chwili nie wytrzymała, podeszła szybko do ojca i chwyciła go za ramiona lekko nim potrząsając.
- Jaką prawdę do cholery?!- zawołała.
- Długa to historia- wymijał się Joseph.
- Mam czas- oświadczyła Jenelle po czym usiadła wygodnie na łożu. Joseph westchnął i usiadł koło córki.
- Wiesz, jak poznałem się z Twoją matką? – spytał z nadzieją w głosie Joseph. Jenelle pokręciła przecząco głową. – Żeglowałem wtedy wraz z załogą na morzu. Miałem rozkaz dostać się na Tortugę i powybijać wszystkich piratów. W tym ojca Dave’a. Paul’a Smitha. – uśmiechnął się z satysfakcją do siebie jednak po chwili posmutniał. Podczas gdy żeglowałem, zabłądziłem. Popłynąłem do miejsca, w którym nie był nikt od wieków czyli do Potoku Syren. Usłyszałem tylko piękny śpiew, był to cudowny głos. Poszedłem w jego kierunku. Ujrzałem syrenę. Była piękna, mimo czaru poczułem do niej coś więcej, ona zresztą do mnie też. Zaczęliśmy rozmawiać opowiedziała mi dużo o sobie, ja o niej i zaoferowałem jej swoją pomoc. Ona i ja na zawsze razem.
- Zgodziła się?- spytała Jenelle ze łzami w oczach.
- Tak. – odparł – Jednak, miała wątpliwości nie ufała ludziom. Wszyscy z załogi obawiali się jej, w końcu była syreną. Mimo, że najpiękniejszym stworzeniem morskim, była też jednym z najniebezpieczniejszych. Chwile później zjawiły się jej siostry, zaczęły otaczać cały statek i pięknie śpiewać.Moi ludzie zaczęli wariować.Twoja matka- Michele błagała bym odpłynął lecz nie chciałem bez niej żyć. To samo powiedziała mi ona. Zabrałem ją na pokład.Załoga nie była do niej przekonana, lecz musieli ją szanować, kochałem ją bezgranicznie i nauczyłem chodzić, gdyż była nauczona tylko pływać. Później wzięliśmy ślub, jednak moja misja trwała dalej. Musiałem powybijać piratów na Tortudze. Michele chciała płynąć ze mną, błagała mnie o to. W końcu uległem, nawet na lądzie potrafiła czarować jak w wodzie. Wziąłem ją na statek i popłynęliśmy na Tortuge. Zaczęła się walka z piratami. Michele zgubiła się w tłumie walczących. Udałem się na jej poszukiwanie. Znalazłem ją po godzinie, w pewnym domu z obcym mężczyzną który był piratem. Nie musiałem być kobietą by ocenić, że był bardzo urodziwy. Chciałem go zabić, jednak Michele upierała się, że między nią a nim nic nie było.  Zostawiłem go, jednak ta sytuacja nie dawała mi spokoju. Napotkałem Paul’a Smitha. Zastanawiałem się dlaczego dziewczyny tracą głowę dla piratów i skąd niektórzy są tak urodziwi. Zaczęliśmy walczyć. Paul bardzo dobrze znał się na swoim fachu. Przegrałem bitwę z Paul’em. Wycofałem oddziały i wróciliśmy wszyscy z powrotem. Długo rozmawiałem z Michele zanim jej przebaczyłem, jednak była taka kusząca. Nie potrafiłbym się na nią długo gniewać. Po pewnym czasie oznajmiła mi, że jest w ciąży. Ucieszyłem się, nie pomyślałem, że możesz być córką, tego pirata! Jednak teraz uświadomiłem sobie, że możesz być równie moją jak i  jego córką. Nie wiem czy to ja jestem Twoim ojcem! Tak czy tak później Michele uciekła z tym piratem. Nie kazałem jej zabrać Ciebie choć długo walczyła by mogła Cię zabrać ze sobą.  Dało mi to dużo do myślenia. Ostatni raz widziałem ją właśnie wtedy gdy odpływała. Była piękna, wpatrzona we mnie do końca, włosy rozwiewał jej wiatr.  Tylko jedna osoba jest bardzo podobna do Michele Ty – tu spojrzał na Jenelle. – Masz urodę syren. W Twoich żyłach płynie syrenia i piracka krew. Dopiero teraz ujawniam Ci tą prawdę, po siedemnastu latach coraz bardziej mi ją przypominasz. Przepraszam za wszystko…
- Czy… Czyli nie jesteś moim ojcem?- Jenelle była w szoku nie wiedziała co powiedzieć.
- Tego nie wiem- odparł Joseph. Jenelle zamknęła oczy, miała ochotę zrobić coś głupiego.
- Tylko, proszę. Nie miej do mnie żalu- błagał ojciec.
- Czy, ja też potrafię używać naturalnych mocy, jak syreny? – spytała Jenelle.
- Robisz, to zawsze. – Jenelle zmrużyła oczy. – Nie zauważyłaś?
- Nie- odparła. – Dobrze. Wiesz co tato? Mam ochotę się położyć – tu głos jej się załamał a oczy wypełniły łzami.- Ja już chyba pójdę – powiedziała wstając bo łzy spływały jej obficie po policzkach. Szybkim krokiem wyszła z pokoju ale nie dotarła tam. Wyszła na dwór. Przy bramie spotkała tylko oficera którego zawołał jej ojciec prowadził Johnnego Larrysa.Dziewczyna pobiegła na plażę i usiadła na srebrzystym piasku zanosząc się płaczem.
- Jest późno, miałaś iść do domu- odezwał się znajomy jej głos. Dave usiadł koło niej.
- Dave, strażnicy Cię szukają – powiedziała.
- Już nie- powiedział – Teraz smacznie śpią, a gdy się obudzą niczego nie będą pamiętać. Co się stało?
- Dowiedziałam się prawdy o sobie – Jenelle otarła łzy zupełnie niepotrzebnie bo zaraz po policzku zaczęły spływać jej kolejne.
- Twoja matka to cudowna kobieta, nie mówię tylko o wyglądzie, ale i o duszy – powiedział Dave który zrozumiał o co chodzi.
- Znałeś moją matkę?- spytała Jenelle.
- Tak, zaręczyła się z przyjacielem wuja, mojego ojca. – powiedział. To była następna wiadomość po której Jenelle była w szoku. – Teraz żegluje wraz z swoja załogą, jest królową piratów…
- Słucham?!- spytała Jenelle.
- Ty nie wiesz nawet tego?- spytał oburzony Dave.
- Skąd mam to niby wiedzieć?
- No tak, zapomniałem – powiedział Dave,
- Gdy Ci się przedstawiłam, od razu wiedziałeś kim jestem?
- Nie- odparł- Dopiero gdy przybyli strażnicy w walce z takim jednym, od razu przypomniała mi się owa historia.
- W walce potrafisz myśleć o czymś innym niż robisz? – spytała z podziwem Jenelle.
- Tak – odparł z uśmiechem – Wiesz, jest to bardzo proste gdy robisz to często. – Jenelle się uśmiechnęła. – Zastanowiłaś się co z moją propozycją?
- Jaką?
- Czy chcesz należeć do mojej załogi? Być wolną jak morze po którym pływamy? Spotkać swoją matkę? – mówił Dave.
- Sporo trudnych pytań panie Smith- powiedziała Jenelle.
- Nie są trudne, ale jak chcesz mogę zadać Ci ich więcej- dodał z uśmiechem.
- Przekonaj mnie, dlaczego powinnam z Tobą płynąć- Jenelle zabłysnęły oczy.
- Bo jesteś piękna, przydasz mi się, chcę Ci pomóc spełnić to, o czym od dawna marzysz- powiedział.
- Skąd możesz wiedzieć o czym marzę?
- Swój swego pozna – Dave uśmiechnął się Jenelle również. – Zauważyłaś się obydwoje na siebie działamy? Ty próbujesz mnie czarować jak syrena w wodzie tylko o tym nie wiesz, ja próbuję tak jak do flirtu i dlatego nam to nie wychodzi.
- Flirtujesz ze mną?
- Tylko trochę
- Nie bądź taki szybki panie Smith.
- Chciałabyś, żebym taki był pani Smith- Jenelle wybałuszyła oczy.
- Robisz to by mnie poderwać?
- Nie, robię to by Cię wkurzyć. Syreny się tak słodko wkurzają.- uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem syreną. Moja mama nią jest. – stwierdziła Jenelle.
- Mimo to, jesteś piękna pani Smith.- uśmiechnął się w taki sposób, że dziewczyną miękły kolana, ale nie z nią te numery. Musiała się w porę ogarnąć.
- Przykro mi panie Smith, muszę wracać do domu- Powiedziała Jenelle wstając.
- No dobrze, jutro poznasz moja załogę która pewnie nas teraz PODSŁUCHUJĘ- powiedział Dave i nagle krzaki na nimi poruszyły się niespokojnie. Jenelle uśmiechnęła się.
- Jeszcze raz, dobranoc panie Smith- powiedziała
- Dobranoc Jells- powiedział. Jenelle oddaliła się w kierunku domu.- Wyjdźcie już z tych krzewów one mają kolce!- powiedział i kilka osób wypadło z nich jak poparzeni.